Partner serwisu
31 stycznia 2017

Zanim doda się jakiś surowiec do piwa trzeba go najpierw poznać

Kategoria: Zdaniem Błażewicza

Ponieważ uzyskałem dużą swobodę i moje teksty przybierają formę felietonów pozwolić mogę sobie na wiele. Tym razem przyznam, że pomysł na tekst zrodził się, gdy wspomniałem fragment piosenki zasłyszany zapewne w jednym z odcinków Tik-Taka. Ten kluczowy fragment brzmiał: „A cóż to za postać przemyka po ulicach, tu spojrzy, tam zajrzy i wszystkim się zachwyca. Powącha autobus, pogłaszcze stare drzewo…”.

Zanim doda się jakiś surowiec do piwa trzeba go najpierw poznać

 

Można się zastanowić, czy wszystko jeszcze ze mną ok., ale mam nadzieję, że tak. A sama piosenka ma za zadanie wskazać, że jedyną formą poznania jest wiedza… także ta odnosząca się do piwa. Funkcjonujemy w przestrzeni bardzo dynamicznej, gdzie nowe piwa i nowe smaki wyrastają jak grzyby po deszczu. Co chwila pojawia się nowy pomysł na piwo, a to z jakąś niesamowicie egzotyczną odmianą herbaty, a to z beczki po rzadko spotykanym destylacie. Czy to źle? Oczywiście, że nie! Nawet bardzo dobrze. Jest tylko jeden warunek progowy...

 

Jestem przekonany, że zanim zastosuje się dany surowiec w piwie trzeba go poznać, a nie traktować jako ciekawy bo dotychczas nieużywany. Nie zdecydowałbym się na zastosowanie w piwie herbaty, której smaku nie znam z tradycyjnego naparu. Nie wlałbym piwa do beczki po destylacie, którego wcześniej nie spróbowałem. Uważam, że to pewnego rodzaju odpowiedzialność za piwo, gdy oferujemy piwo klientowi – musimy o nim wiedzieć maksymalnie dużo. Żartobliwie można to porównać do czasów pierwotnych, gdy ludzie próbowali wszystkiego i część z nich ginęła (znacznie poprawiając stan wiedzy), zaś z grupy drugiej, o rozległej wiedzy, wyrosła kasta czarowników (czy następnie lekarzy).

 

To właśnie jest owa postawa Profesora Ciekawskiego z piosenki. W pełni zachwycić można się jedynie tym, co poznamy. Jak z widokiem, który nieporównywalnie bardziej porusza widziany, niż oglądany na widokówce. Dlatego coraz częściej łapię się na tym, że chcę jak najwięcej produktów spożywczych spróbować – tylko po to, żeby je poznać. Bo poznać znaczy – kontrolować. Co więcej, poznać to umieć opisać… bo poza poznaniem jest tylko jedna rzecz trudniejsza. Swobodne opisanie smaku…

 

 

Co tydzień nowy felieton z cyklu „Zdaniem Błażewicza”.
Wszystkie teksty znajdziesz TUTAJ.
Nie chcesz przegapić kolejnego felietonu? Zapisz się na newslettera.

 

Fot. T. Niewęgłowski

Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ