Partner serwisu
01 marca 2017

Gdyby te piwa oznaczyć „Produkt Polski”, poczułbym zażenowanie i wstyd

Kategoria: Zdaniem Błażewicza

W jednym z ostatnich tekstów wspominałem o staraniach odnoszących się do różnego rodzaju zmian w sposobie handlowania alkoholem. Odnosząc się do kwestii proponowanych zmian konkludowałem to stwierdzeniem, że legislator zajmuje się kwestiami szczegółowymi, a od długiego czasu w porozumieniu z branżą nie jest w stanie opracować prostej definicji piwa, która stanowiłaby podstawę w analizach choćby podatkowych.

Gdyby te piwa oznaczyć „Produkt Polski”, poczułbym zażenowanie i wstyd

 

Oznaczenie "Produkt Polski"

Kolejnym przykładem jest przyjęta w połowie listopada nowelizacja ustawy, która odnosi się do dobrowolnego stosowania oznaczenia produktu hasłem „Produkt Polski”. Znów wszystko wygląda dobrze – chcemy chwalić się tym, co najlepsze, co zostało wytworzone w Polsce, przez polskich producentów i z polskich surowców. Z tym, że regulacja ta z jednej strony zakłada dowolność i dobrowolność znakowania, z jednym małym „ale”. Jeżeli kontrola będzie innego zdania zacznie się wyciąganie konsekwencji. Gdy zainteresowani przedsiębiorcy zaczęli dopytywać się o szczegóły (np. jak można określić poszczególne składniki i ich występowalność w naszym kraju) zaczęły się schody. Oczywiście administracja nie zostawiła przedsiębiorców samym sobie. Szybko wskazano interpretację przepisów, w których precyzyjnie odniesiono się do zagadnienia liternictwa napisu wskazujący na polskość produktu.

 

Alkohol 7%, puszka, butelka PET...

I na koniec mała dygresja… wziąłem do ręki ulotki z sieci handlowych. To co zaskoczyło mnie wśród piw to bardzo zawarta i spójna grupa piw o bardzo podobnych parametrach. To, co je wszystkie łączyło to alkohol na poziomie 7-7,2%, opakowanie w puszkę lub butelkę PPE, a przede wszystkim budowanie ceny za wielokrotność opakowań – wówczas cena jest najkorzystniejsza i zdecydowanie nie przekracza 2 złotych.

 

Dostarcza wyłącznie procentów

Pomyślałem sobie, że to nie może być prawdą, że to nie ma nic wspólnego z budowaniem piwa jako symbolu polskiej jakościowej gospodarki. Tego rodzaju piwa to nic innego, jak produkt budowany na granicy nazwania go piwem (a pewnie i korzystającym z braku jednolitej definicji), którego celem nie jest z pewnością dostarczenie smaku i przyjemności, a wyłącznie procentów… Może i dobrze, że jest tyle niepewności ze znakiem „Produkt Polski”, bo obok zażenowania mógłbym poczuć wstyd.

 

Określmy co jest piwem

Zatem jeżeli chcemy zrobić coś realnego dla podniesienia piwnej kultury i wsparcia działań na rzecz odpowiedzialnego i racjonalnego spożycia to zacznijmy od definicji tego co jest piwem…

 

 

Co tydzień nowy felieton z cyklu „Zdaniem Błażewicza”.
Wszystkie teksty znajdziesz TUTAJ.
Nie chcesz przegapić kolejnego felietonu? Zapisz się na newslettera.

 

Fot. T. Niewęgłowski

Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ