Partner serwisu
10 lipca 2017

Każdemu psu na imię Burek…? Co wspólnego ma piwo z psami, czyli o wartości różnorodności

Kategoria: Zdaniem Błażewicza

Wiele razy miałem sposobność, by nadmienić, że obok piwa mam jeszcze jedną wielką namiętność – PSY! Szczególną atencją darzę psy z grupy VII, czyli wyżły, a nade wszystko kocham psy z grupy VIII – spaniele i inne psy dowodne. Mam… nie! - powinienem powiedzieć, że częścią mojej rodziny jest Angielski Springer Spaniel – Bruno. Bardzo często uświadamiam sobie, że piwo i psy mają ze sobą wiele wspólnego.

Każdemu psu na imię Burek…? Co wspólnego ma piwo z psami, czyli o wartości różnorodności

Jedna rodzina, setki ras

Psy, mimo że stanowią jedną rodzinę, mają dziesiątki, a może nawet setki różnych ras. Każda z nich jest inna: mamy małego Chiuachua, a także wielkiego Mastifa. Mamy psy ciężko pracujące, jak zaprzęgowe Husky, czy całą rodzinę psów myśliwskich. Jednak równolegle mamy psy ozdobne, które funkcjonują, by dawać radość swoim właścicielom.

Cały czas miłośnicy psów starają się też tworzyć nowe rasy lub opisywać te już istniejące, aby pokazać ich piękno i niepowtarzalne cechy.

Z piwem jest identycznie jak z psami. To chyba jedyny z napojów towarzyszących ludzkości, który stanowiąc jedną rodzinę, jest tak różnorodny. Mamy tu zatem piwa bezalkoholowe i bardzo mocne bałtyckie portery, czy imperialne stouty. Mamy warzone w milionach hektolitrów jasne lagery, które dają pracę milionom ludzi na Ziemi. Jednak obok tego mamy spontaniczne piwa belgijskie, które powstając w bardzo ograniczonych ilościach, stanowią piwną awangardę. Cały czas – podobnie jak w kynologii – tworzone są nowe piwa i podejmowane są próby interpretacji piw historycznych. Ale…
 

Jedna rasa nie zadowoli wszystkich

Każdego tygodnia w moim tekście pojawić musi się jakieś ale. Tym razem sprawą, która mnie porusza jest próba ujednolicenia. Co gorsze nie chodzi tylko o ujednolicenie, ale nade wszystko próbę wmówienia ludziom, że przecież producenci lepiej wiedzą, czego ludzie potrzebują. Wyobraźmy sobie zatem, że wśród psiarzy pada decyzja, że od tej pory hodowane będą wyłącznie Dogi Niemieckie. Czy wyobrażacie sobie Państwo staruszkę trzymającą takiego psa na kolanach? Czy jest szansa, aby tej wielkości pies ciągnął sanie czy pomagał w poszukiwaniu ludzi przysypanych lawiną?? Nie! Nie ma możliwości, aby jedna rasa zadowoliła wszystkich.
 

Różnorodność stanowi o sile

Tak samo jest z piwem. Różnorodność jest potrzebna niczym tlen do oddychania. Nie będzie sytuacji, że wszystkie piwne style będą tak samo popularne (wśród psów też mamy rasy bardzo liczne i te mało popularne). Ale to właśnie różnorodność stanowi o sile, kreatywności, czy w końcu jest potwierdzeniem, że dana branża żyje i dalej się rozwija. Dlatego z zaniepokojeniem, a może nawet niesmakiem, spotykam się z nowym sposobem kreowania marek przez światowe koncerny branży spożywczej. Te wielkie, globalne firmy nie zadowalają się już olbrzymią dysproporcją pomiędzy ich produkcją a wolumenem produktu dostarczanego przez małych producentów. Nowym pomysłem silnie akcentowanym przez koncerny jest próba wmówienia konsumentom, że smak, pomysł, tradycja – objawiające się właśnie przez różnorodność – nie mają zupełnie znaczenia.

 

Masowe kontra różnorodne

Mechanizm zawsze jest ten sam. Pojawiają się kampanie reklamowe pokazujące opozycje produktów różnorodnych do produktu masowego. Przy czym ten pierwszy nie jest pokazywany jako różnorodny, chrakteryzujący się zróżnicowanym smakiem, zapachem, czy teksturą, ale będący wynikiem „hipsterskiej” dziwaczności czy kreowanej w internecie mody. Na tle tak zaprezentowanego produktu ten masowy, pokazywany jako normalne piwo, zwykły hamburger, czy kawa, jaką pijesz, uchodzi za ambrozję i wzór danego produktu – niczym metr trzymany w podparyskim Sevres.
 

Kawa, fastfood, amerykański Bud…

Tego rodzaju kampanię miałem okazję widzieć już w świecie kawiarni, gdzie wszystkie kreatywne sposoby podejścia do kawy były traktowane jako opóźniacze w jej podaniu. Taką samą metodykę przyjęła znana sieć fastfoodów, która pokazała, że potrawy zdrowe najzwyczajniej pozbawione są smaku. Jak poważny to trend w walce o klienta udowadnia stworzona w tym samym duchu reklama amerykańskiego Buda opublikowana w czasie Super Bowl (finału rozgrywek Footballu Amerykańskiego), czyli najdroższym czasie reklamowym w USA. Interesujące jest, jak dokładnie przeanalizowane zostały kanały rozchodzenia się informacji i grupy docelowe. Mamy wiec w tych reklamach i młodych ludzi z wielkich miast, niebudzące wątpliwości nawiązania do znanych kucharzy gotujących na YT. Z przykładną starannością dobrano język reklam, scenografię i muzykę.
 

Na polskim gruncie

Dziś jesteśmy świadkami dotarcia tego trendu na polski grunt. Do tej pory byliśmy raczej świadkami „unoszenia mułu” (pisałem o tym ostatnio), który polegał na tworzeniu serii piw lub submarek mających zaistnieć w rynkowych niszach. Tym razem z jednej strony mamy produkt, z nazewnictwem wprost z Fb-owych forów, który jest skonfrontowany z piwem koncernowym, które określone jest jedynie jako najwyższej jakości. Tylko i aż tyle…

Konsument jest jasno poinstruowany – po co ma sięgać po produkt, którego nazwy nie rozumie, skoro może wybrać to, co zna i co jest najwyższej jakości.

Takie podejście mnie smuci. Konsument zaczyna być traktowany jako niechciany dodatek do produktu. Światowe koncerny nie chcą dać mu możliwości wyboru, nie chcą pokazać różnorodności, kształtować smaku. Oczekują jedynie bezmyślnego nabywanie wielkich ilości masowego produktu i generowania odpowiednich zysków. To straszne!

Co tydzień nowy felieton z cyklu „Zdaniem Błażewicza”.
Wszystkie teksty znajdziesz TUTAJ.
Nie chcesz przegapić kolejnego felietonu? Zapisz się na newslettera.

Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ