09 sierpnia 2017

Miał być wypoczynek, a zatęskniłem za szkołą…

Kategoria: Zdaniem Błażewicza

Krótki letni wypoczynek skończył się nadspodziewanie szybko. Jedyną pociechą uciekających wakacji jest jeszcze tylko obóz mojej córki. Bo jak wiadomo… "wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni…''. Jednak na to przyjdzie jeszcze czas.

Miał być wypoczynek, a zatęskniłem za szkołą…

Teraz czas na krótką i niezbyt przyjemną refleksję z moich ostatnich wojaży. Co prawda z dumą obserwuję, że piwny świat przebojem wdziera się na sklepowe półki i do wszystkich miejsc, gdzie ludzie chcą coś zjeść, czy odpocząć. To bardzo fajnie. Cieszę się, że w końcu wybór piw jest szeroki, a przede wszystkim że dostępny jest w szerokiej gamie punktów. Żeby mieć do wyboru kilka, czy kilkanaście piw (a to już jest liczba w której coś dla siebie wybrać można) nie trzeba lecieć do specjalistycznego sklepu, wielkiego kompleksu sklepowego. Dziś wystarczy zejść na dół „w kapciach” i dojść najdalej do drugiego sklepu.

I wypada teraz zapytać – jeżeli w czasie letniej kanikuły ktoś moje teksty czyta – czy  to źle i czy to ten powód do narzekania? Nie! To tylko przydługi wstęp do tego o czym chce napisać dziś. Obsługa, której poziom w wielu przypadkach nie przystaje niestety do tak szerokiej oferty naszych piw. Nie było mnie tydzień z okładem, a przerobiłem kilkanaście różnych podejść do piwa. Większość z nich niestety nie napawała optymizmem.

Najlepiej byłem traktowany w multitapach…

Nie powinno to dziwić skoro zostawiałem tam największe sumy. Nie chodzi jednak o pieniądze, ale o fachowość i podejście do klienta. We wszystkich przypadkach byłem zapoznawany z ofertą na kranach, pytany o preferencje, a gdy barman dowiadywał się, że „coś tam” wiem odpuszczał i nie był nachalny. Podoba mi się to podejście, gdzie obsługa chce pomóc, ale się nie narzuca. Szkoda tylko, że tak fachowa obsługa jest dla ludzi wtajemniczonych i potrafiących znaleźć multitap choćby w najciemniejszej bramie miasta.

Innym bardzo interesującym przypadkiem był sklep, w którym postanowiłem dokonać zakupu z miejscowego browaru. Miejscowy był tylko z nazwy, bo jako inicjatywa kontraktowa działał kawał drogi od miejsca, gdzie bawiłem, ale nie w tym rzecz. Ponieważ miałem okazję spróbować piwa z tego browaru do obiadu, postanowiłem, że nabędę też inne piwa, które uwarzyli. Wszedłem do sklepu, w witrynie którego zobaczyłem napis, ze oferują piwa warzone w Browarze…. Z radością w głosie poprosiłem o wszystkie dostępne piwa z ich oferty. Ekspedientka z powaga w głosie mówi, że są dwa, ale jakiś dziwaczne. Nazwy nie mają nić wspólnego z piwem, jakie ona zna. Ja mówię, że i tak biorę. Miła Pani jednak nie odpuszcza. Mówi mi, że drogie, że za tę kwotę to będę miał kilka innych. Nie wytrzymałem. Musiałem dopytać dlaczego wobec tego je oferuje?! Bez zawahania odparła, że dla ładnych i bardzo kolorowych etykiet oraz nazwy miejscowości w nazwie browaru. To lep na turystów… dobrze, że chociaż przyjemny.

Ostatni przypadek był najciekawszy i najjaskrawszy…

Otóż będąc w jednym z browarów restauracyjnych zamówiłem zestaw degustacyjny, w skład którego wchodziły wszystkie oferowane piwa. Tyle miało mi wystarczyć, bo ani oferta nie powalała, ani renoma zakładu. Po otrzymaniu zestawu stwierdziłem, że piwo pszeniczne jest najzwyczajniej w świecie zepsute. Poprosiłem kelnera i powiedziałem, że weizen jest zepsuty. Nie zrobiłem tego dlatego, że chciałem sia awanturować, ale najzwyczajniej ostrzec obsługę. Co dziwo kelner grzecznie mnie przeprosił za swoją śmiałość i stwierdził, że zmuszony jest mi wskazać, że na piwie się nie znam, pewnie w życiu nie piłem piwa pszenicznego, że ono tak smakuje a jak ktoś się nie zna to on nic począć nie może. Wyglądało na to, że czekał iż mu podziękuję za tę naukę. Nie doczekał się, chciałem spróbować weizena, a nie lambica i to nie dość, że niedostępnego w karcie, ale też wątpliwej jakości.

Przygód było więcej, ale poprzestanę na tych, gdyż pokazują jak wiele jeszcze mamy do zrobienia w dziedzinie nie tyle oferowanych piw, jak ich serwowania, wiedzy o nich i jakości obsługi.

Co tydzień nowy felieton z cyklu „Zdaniem Błażewicza”.
Wszystkie teksty znajdziesz TUTAJ.
Nie chcesz przegapić kolejnego felietonu? Zapisz się na newslettera.

Tagi: Paweł Błażewicz, Piwo, Zdaniem Błażewicza
ZAMKNIJ X
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ