Partner serwisu
13 września 2017

New Hop(e) – i wcale nie o Gwiezdnych wojnach – tylko o naszym podwórku

Kategoria: Zdaniem Błażewicza

„New Hope” to tytuł pierwszego (pod względem powstania, ale 4 jeżeli chodzi o fabułę) filmu z znanej chyba wszystkim serii „Gwiezdne Wojny”. I mimo tego, że nie zaliczam się do ortodoksyjnych fanów serii, to zawsze chętnie zasiadam przed ekranem, gdy mogę na nim zobaczyć przygody Luke’a zmagającego się z Darthem Vader’em.

New Hop(e) – i wcale nie o Gwiezdnych wojnach – tylko o naszym podwórku

Przed ekranem zasiadłem także ostatnio, gdy jedna ze stacji postanowiła raz jeszcze zaprezentować całą serię… Ponieważ nie miałem okazji, by przed ekranem spędzić cały dzień postanowiłem sprawdzić, co mnie jeszcze czeka. I nie wiem – czy przez roztrzepanie, czy przez ciągłe rozmyślanie o piwie, gdy tylko zobaczyłem nazwę epizodu IV „New Hope” – nie skojarzyłem tego z „Gwiezdnymi Wojnami”. Zbystrzałem, wyostrzyłem zmysły i zacząłem zastanawiać się, dlaczego pomiędzy kolejnymi częściami Star Wars wpleciono film o… nowych chmielach (ang. new hops). Trochę mnie ta sytuacja rozbawiła, trochę zaniepokoiła (bo trzeba zachować czujność i szlifować angielski), przede wszystkim zachęciła do sięgnięcia do lodówki po piwo z polskim chmielem.

Przypomniałem sobie o tej sytuacji, bo jesteśmy w samym środku chmielowych żniw. Mamy zatem owe ‘nowe chmiele’ (new hops). A co więcej mamy je nie tylko z nowych zbiorów, ale także pewnie w coraz większej gamie odmian. Cieszy mnie to niezmiernie!

Wiele razy pisałem już o mitycznym wręcz związku pomiędzy browarnikami i chmielarzami… Niezmiennie jestem pod wrażeniem każdej mojej wizyty na chmielowej plantacji. Te wielkie tyczki, pnący się po nich chmiel tworzą niezapomniany widok. Chmielowa plantacja imponuje porządkiem, onieśmiela rozmachem i oszałamia zapachem. Każda taka chwila i miejsce są wyjątkowe!

Zainteresowanie polskim chmielem rośnie…

Cieszę się też, że polskie chmielarstwo – podobnie jak piwowarstwo – odzyskuje blask i rozwija się nieustannie. Tegoroczne chmielobranie wydaje się potwierdzać wszystkie pozytywne trendy. Zainteresowanie polskim chmielem rośnie. Co jeszcze ciekawsze, jeszcze szybciej niż w kraju, rośnie poza jego granicami. Zwiększa się udział szlachetnych odmian chmielu, kosztem tych najbardziej wydajnych i stosowanych prawie wyłącznie w browarach przemysłowych. Pojawiają się też młode pokolenia chmielarzy, którzy przejmując gospodarstwa od swoich rodziców, dają im nowego „kopa”. Z jednej strony otwarci na świat – i po nim podróżujący – poznają nowe rozwiązania technologiczne. Z drugiej strony pełni szacunku dla tradycji ziemi, na której się wychowali uprawiają polskie odmiany. Dzięki temu uzyskujemy chmiel coraz wyższej jakości, w szerokiej gamie odmian. Trzeba bowiem zauważyć, że równolegle do powrotu do klasycznych już polskich odmian – z najbardziej widocznym powrotem do chmielu lubelskiego podejmowane są próby zaszczepienia przez polskie plantacji odmian nowych (najczęściej są to polskie uprawy chmieli nowej fali), a nade wszystko zachowania od całkowitego zapomnienia polskich chmieli eksperymentalnych, czy odmian historycznych.

Słowem polski chmiel wydaje się mieć zielone – niczym chmielowa szyszka – światło…

Zaspokaja potrzeby polskiego rynku. Jest zauważany na świecie i wciąż ma potencjał rozwojowy. I nie pozostaje nic innego jak trzymać kciuki i nucić pod nosem „oj chmielu, bujne ziele, bez ciebie, żadne wesele”!!!

Co tydzień nowy felieton z cyklu „Zdaniem Błażewicza”.
Wszystkie teksty znajdziesz TUTAJ.
Nie chcesz przegapić kolejnego felietonu? Zapisz się na newslettera.

Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ