Partner serwisu
Tylko u nas
20 września 2017

I znowu pękł tysiąc…

Kategoria: Zdaniem Błażewicza

W ubiegłym tygodniu przed oczami przebiegła mi informacja, że właśnie odnotowano tysięczną polską piwną premierę roku 2017. Informacja dotarła do opinii publicznej na początku września, a co za tym idzie zostały jeszcze cztery miesiące, aby dogonić rekordową liczbę 1,5 tysiąca premier w ciągu roku.

I znowu pękł tysiąc…

Pewnie powinienem się cieszyć, bo liczba premier podawana jest często jako przykład na wielką dynamikę polskiego piwowarstwa. Jednak tym razem jakoś trudno mi wycisnąć na twarzy grymas uśmiechu. Nie wiem skąd moja melancholia… może to przez aurę za oknem, może to dojrzałość, a może zwykła starość i gderliwość. Wypada zatem zastanowić się, dlaczego nie skaczę z tego powodu z radości.

Już po chwili zastanowienia wpadłem na pierwszą przyczynę…

Dla mnie piwo jest jak przyjaciel, na którego może zawsze liczyć, który będzie przy mnie jak będę go potrzebował. Słowem będzie dostępny. A jak się to ma do oferty naszego rynku. Często jest właśnie tak, że gdy jakieś piwo przypadnie mi do gustu i liczę na dłuższą przyjaźń okazuje się, że jest zastępowane przez kolejną nowość, która sprzeda się nie przez smak, ale przez fakt pojawienia się na rynku po raz pierwszy.

Kolejny powód przyszedł chwilę później…

Dla mnie piwo jest jak wygodne, turystyczne buty. Może nie z najnowszej kolekcji, może nie zawsze nadążając za modą, ale z całą pewnością – doskonale dopasowujące się do moich gustów, a może nawet niedoskonałości. Nie będę się wstydził, że zawsze ze smakiem wypiję klasycznego weizena, czy dobrze nachmielonego pilsa. Szkoda tylko, że zdarza się tak, że rynek zamiast tego, co oczekuje, stara się wcisnąć mi coś czego nie chcę, tylko dlatego, że jest modne. Szkoda, bo po pierwsze popadamy w zwykłe papugowanie (powielanie tych samych pomysłów), a po drugie czuję się źle, kiedy o tym, czego szuka klient nie decyduje on, tylko producent.

Szybko uznałem, że i trzeci powód się znajdzie..

Tym jednak razem nie znalazłem trafnego porównania, a przypomniałem sobie mazurskie powiedzonko: „nie zawsze św. Jana” (‘nie zawsze jest wyjątkowy dzień i święto’). Przypomniałem sobie to powiedzenie, bo nie każde piwo musi być wydarzeniem. Nie każde na to zasługuje. Na rynku muszą być także piwo codzienne, które oferując wysoką jakość, mają nieść zwykłe orzeźwienie i relaks, a nie wymuszać „sztosową gorączkę”. Piwo ma bowiem jednać, wprowadzać miłą spolegliwą atmosferę, a nie tworzyć ekskluzywne grupy, których celem jest pokazanie się. Trzeba bowiem pamiętać, że dla zdecydowanej większości piwoszy, piwo jest dodatkiem do dnia codziennego, elementem na który znajduje się czas gdzieś pomiędzy koszeniem trawy, hobby, a obowiązkowymi płatnościami.

Po czwarte… dość! Nie ma co szukać dalej.

1000 polskich piw roku 2017 za nami. Mam tylko nadzieję, że ich jakość była równa temu co było w roku 2016 i że z większą liczbą z nich przyjdzie mi się kiedyś spotkać. Nie chciałbym stracić przyjaciela, musieć wyrzuć najwygodniejszych butów, a dobre piwa znać nie ze smaku, ale z tego, że były to premiery numer…, …., w roku 2017.

Co tydzień nowy felieton z cyklu „Zdaniem Błażewicza”.
Wszystkie teksty znajdziesz TUTAJ.
Nie chcesz przegapić kolejnego felietonu? Zapisz się na newslettera.

Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ