Partner serwisu
19 grudnia 2017

Nadmierna presja FIT?!

Kategoria: Zdaniem Błażewicza

Jeden z ostatnich wieczorów spędziłem w towarzystwie kilku lekarzy. To czego można było się spodziewać to fakt, że „branżowych dowcipów” z pewnością nie zabraknie. Gdy podano nam posiłek oczywiście się zaczęło… dowiedziałem się, że „najprostszą formą autodiagnozy jest jedzenie. Problem polega tylko na tym, że jak się poprawnie i bez ograniczeń je to umiera się na serce; natomiast jak się je, a nie tyje to się umiera na raka”.

Nadmierna presja FIT?!

I trochę tak wyglądają proponowane przez Ministerstwo Zdrowia zmiany w prawie. Okazuje się, że jeżeli proponowane przez Ministerstwo Zdrowia zmiany wejdą w życie to od przyszłego roku na etykietach piwnych (choć także innych alkoholi) pojawią się tabele odżywcze określające zawartość podstawowych składników odżywczych i kaloryczność. Do tej pory alkohole, jako produkty „specjalne” z ograniczoną dostępnością i w nadmiarze szkodliwe, korzystały z wykluczenia i nie musiały tych danych zawierać. Wszak nie ważne, czy alkohol zawiera odpowiednią ilość składników odżywczych skoro sam w sobie szkodzi.

Podobno takie rozwiązanie ma na celu ograniczenie spożycia alkoholu, jednak argument ten nie przekonuje mnie bardzo. Powodów mam co najmniej kilka. Po pierwsze informacja o wartościach odżywczych podawana jest na wszystkich produktach spożywczych. Jednak – jako zwykły konsument – wciąż nie doczekałem się kampanii informacyjnej jak dane z tej tabeli interpretować. A brak wiedzy w tym układzie jest chyba jeszcze bardziej szkodliwy. Gdyż zamiast niesienia wiedzy jest polem do wprowadzania konsumentów w błąd. Byliśmy już świadkami tego typu akcji, gdzie pewne określenia zamiast świadczyć o wysokiej jakości produktu stawały się najzwyczajniej hasłami reklamowymi. W piwnej branży tak było z hasłem „niepasteryzowane”, które pojawia się na etykietach piw mikrofiltrowanych (czyli o wiele bardziej wyjałowionych). Podobnie postąpiono z glutaminianem sodu, którego zaczęto się pozbywać, ale całego szeregu innych (gorszych) „E” nie wyrugowano. Po drugie widzę w tym wszystkim działania branży alkoholowej. W ostatnim czasie widzimy cały szereg orzeczeń, w których ogranicza się dostęp do półek z mocnymi alkoholami. W tym układzie okazuje się, że o ile każdy będzie mógł wziąć do ręki butelkę piwa i zobaczyć, jak jest kaloryczne o tyle, na butelce wódki – odciętej ladą i postacią ekspedienta – zdobycie tej informacji nie będzie takie proste. I po trzecie w końcu – wprowadzenie takiej tabeli jest bardzo dużym ograniczeniem konkurencyjności na rynku piwa. Jeżeli jest tak, że w Polsce mamy ponad 1500 piwnych premier rocznie, ale za 98% z nich odpowiadają browary, których udział w rynku to 1,5% to pokazuje, kto poniesie koszty budowanie tabel odżywczych. Koszty te poniosą małe browary odpowiedzialne za różnorodność i innowacyjność rynku. Natomiast wielkie browary, które produkują morze jednowymiarowego, jednolitego i standaryzowanego piwa nie będą nawet zbyt często badać swoich wyrobów. To daje może nie przewagę, bo o tym trudno tu mówić, ale z całą pewnością wysokie koszty badań wobec dużej zmienności oferty jest pewną formą wstrzymania rozwoju segmentu najmniejszych. Myśląc o tym wspomniałem sobie wysyp lekkich piw koncernowych… z perspektywy czasu zastanawiam się, czy pojawiająca się na nich tabela odżywcza (wówczas nieobowiązkowa) była wyjściem przed szereg, czy sygnałem nasypania piachu w tryby małych browarów?

Co tydzień nowy felieton z cyklu „Zdaniem Błażewicza”.
Wszystkie teksty znajdziesz TUTAJ.
Nie chcesz przegapić kolejnego felietonu? Zapisz się na newslettera.

fot. 123rf.com
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ