Partner serwisu
09 stycznia 2018

Walczyć o statystykę to nie to samo, co rozwiązać problem

Kategoria: Zdaniem Błażewicza

Jednym z wiodących tematów moich tekstów poruszanym w drugiej połowie 2017 roku były planowane zaostrzenia w prawie dotyczącym dostępności do alkoholu i graniczenia jego reklamowania. Ostateczne rozwiązania nie są jeszcze znane, gdyż na ostateczny kształt zmian w prawie wpływ może mieć rekonstrukcja rządu. Jednak nie ulega wątpliwości, że wprowadzenie proponowanych rozwiązań może mieć długofalowe skutki dla branży piwowarskiej, ponieważ piwa sprzedaje się w naszym kraju najwięcej i to jego reklama (mimo pewny obostrzeń) jest obecna w przestrzeni publicznej.

Walczyć o statystykę to nie to samo, co rozwiązać problem

W stanie oczekiwania na wynik prac legislacyjnych postanowiłem wrócić do swoich wcześniejszych tekstów i zobaczyć, od czego się zaczęło. Co ciekawe zamiast szukać praprzyczyny moją uwagę skupił tekst o dwóch podejściach do dostępności do piwa w „starej” i „nowej” Europie. Porównywałem wówczas Wielką Brytanię, gdzie piwo ma być na telefon i Litwę, gdzie właśnie zaostrzano przepisy dostępnościowe. Najciekawszy okazał się finał całej sprawy… i nie chodzi mi o to, że Brytyjczycy zamierzają opuścić UE, ale to, że zaostrzenie przepisów nie poprawiło sytuacji na Litwie.

Litewskie zaostrzenia sprzed blisko roku, które obejmowały skrócenie godzin otwarcia sklepów, obowiązkowe legitymowanie nabywców i tego typu podobne utrudnienia nie przyniosły skutku, no chyba, że za taki uznamy rozkwit szarej strefy.

Po blisko roku Litwini przez statystyki wskazani jako najbardziej rozpity naród Europy znowu zabrali się za zaostrzenie przepisów. Reklama alkoholu ma być zakazana, alkohol dostępny będzie w dni robocze od 10 do 20, a w niedzielę do 15. Do 20 lat podniesiono wiek uprawniający do kupowania alkoholu, a jego konsumpcja w przestrzeni publicznej będzie praktycznie niemożliwa. Jakby tego było mało znacznie podniesiono obciążenia akcyzowe. Efekt? Jeżeli chodzi o spożycie – znikomy. Gospodarczo zły, gdyż pojawiła się szara strefa i zaczął kwitnąć handel przygraniczny. Zatem, czy są jakieś pozytywy? Tylko jeden statystyczny – alkohol „od babci”, czy z sąsiedniego kraju nie buduje statystyki produkcji, a liczba wprowadzonych obostrzeń doskonale wygląda, jeżeli chodzi sprawozdania służb publicznych.

Problem jest tylko jeden, że przyczyna nie jest rozwiązana. A w kontaktach z alkoholem nie jest ważne to, jak wygląda statystyka, tylko to, żeby kontakt z nim był odpowiedzialny, a problemy rozwiązywane.

Mam zatem nadzieję, że nasi legislatorzy nie pójdą drogą litewską, tylko wprowadzą zmiany przemyślane, skupione bardziej na problemie niż na statystyce.

fot. 123rf.com
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ