Partner serwisu
30 stycznia 2018

Na zdrowie!?

Kategoria: Zdaniem Błażewicza

W kontekście picia alkoholu bardzo często pojawia się „zdrowie”. Czasami chodzi o wznoszenie okolicznościowych toastów, gdy mówimy „na zdrowie”! Częściej zastanawiamy się, jak nadmierne spożywanie alkoholu może wpływać na nasze zdrowie. Najczęściej jednak słyszymy, jak instytucje funkcjonujące w okołozdrowotnym światku chcą utrudnić funkcjonowanie producentom powołując się na statystyki do zdrowia się odwołujące.

Na zdrowie!?

Jednak czasem okazuje się, że zagadnienia zdrowotne w piwie są bliższe niż można się spodziewać. W moim ostatnim tekście pisałem, że mam nadzieję, iż partacze będą rugowani z rynku. Nie spodziewałem się natomiast, że w ostatnich dniach spotkamy ich aż tylu na swojej drodze. W sobotę z okazji Dnia Porteru udałem się do jednej z ulubionych knajp, by wznieść toast piwowarskim skarbem Polski. Zanim się jednak rozsiadłem znajomy barman poprosił mnie o spróbowania próbki piwa dostarczonego przez jednego z „rzemieślników”. Już pierwszy kontakt z RIS-em wskazywał, że coś będzie nie tak. Smak rozwiał wszystkie wątpliwości – niestety. Okazało się, że to co było w szkle to nie piwo, a mieszanina piwa i gęstwy drożdżowej. Browar wykorzystał fakt, że w ciemnym piwie nie było tego widać i sprzedał „to” niczego niespodziewającemu się multitapowi. Beczka została odpięta, a sama sprawa załatwiona między stronami.

Nie było to jednak jedyny przykry incydent w ostatnim czasie. Podobnie nieprzyjemna przygoda spotkała mnie z piwami butelkowymi. Otóż od zaprzyjaźnionego dyrygenta, ale nade wszystko miłośnika piwa, otrzymałem dwa piwa z maleńkiego browaru ukrytego w pięknych obszarach południowo-zachodniej Polski. Piwa prezentowały się całkiem ciekawie. Pierwsze z nich to piwo świąteczne, zaś drugie to barley wine. Weekendowego wieczoru rozsiadłem się w fotelu przygotowałem dwa szkła i już miałem rozpoczynać degustację, gdy… rozległ się dźwięk telefonu. Nieco zdegustowany wstałem, by odebrać telefon. Dzwonił Sz., od którego piwa dostałem. Z zakłopotaniem w głosie przeprosił mnie i kategorycznie zabronił pić podarowanych piw. Są najzwyczajniej w świecie zepsute! Oczywiście tym bardziej pobudził moją ciekawość. Otworzyłem oba – faktycznie, kwaśny aromat zdradził wszystko, a smak tylko potwierdził pierwsze obawy. Szkoda tylko, że piwa miały sporo do końca terminu przydatności, a cały swój butelkowy żywot spędziły w odpowiednich warunkach. Po pierwszym kontakcie ust w tym czymś, odstąpiłem, bo nie wiedziałem jak to zakażenie odbije się na moim zdrowiu.

Źle rozpoczął się ten rok pod względem piwnych nowinek. Ale pierwszy raz poczułem się z tym źle! Co więcej nie jest mi żal, nie chcę dać kolejnej szansy. Uważam, że to najzwyczajniej WSTYD i szkoda zdrowia!

fot. 123rf.com
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ