Partner serwisu
09 kwietnia 2018

Zdaniem Błażewicza: Koncernowe dejavu

Kategoria: Zdaniem Błażewicza

Wydawać się może, że poświąteczny tydzień powinien mijać leniwie, a głównym zadaniem winno być wyjadanie świątecznych specjałów zapychających lodówkę. Jednak tym razem jest nieco inaczej…

Zdaniem Błażewicza: Koncernowe dejavu

Otóż pewnego – w końcu prawdziwie wiosennego – wieczoru od kolejnej wycieczki do lodówki odwiodła mnie telewizyjna reklama piwa. Ostatnimi czasy poświęcam im więcej czasu. Po pierwsze dlatego, że zaczęły się już kampanie związane z Mistrzostwami Świata Rosja 2018 i czuję nieodpartą chęć dowiedzenia się, jakie piwo będzie piał drużyna, która sięgnie po trofeum. Po drugie coraz szersze kręgi zatacza legislacyjna burza, która ma doprowadzić do wyrugowania reklam telewizyjnych piwa (bo te po 23, albo przed 6 rano oglądam niezwykle rzadko) – muszę się więc „naoglądać” póki piwo zajmuje telewizyjny prime time.

Tym razem jednak zatrzymałem się z jeszcze innego powodu. Otóż w samym centrum najlepszego czasu reklamowego, w okolicach którejś z epickich batalii tegorocznej Ligi Mistrzów, w moim telewizorze pojawiał się reklama Książęcego IPA. Zdałem sobie sprawę, że jest to moment ważny (choć może nie do końca wesoły). Zdałem sobie sprawę, że otóż piwny koncern dla milionów niezdających sobie z tego sprawy telewidzów objawił istnienie czegoś co nazywa się I-P-A. Co więcej to on nauczył ich czym piwo w tym stylu powinno się charakteryzować, jak smakować. Na końcu, co zgoła najważniejsze, dał każdemu z tych widzów szansę na zweryfikowanie swej reklamowej obietnicy przez zawartość butelki…

Pomyślałem, że to niemożliwe, że przecież IPA, piwna rewolucja, tysiące premier, festiwale, blogerzy… przecież!

Jednak chwilę później zobaczyłem, że także Grupa Żywiec rozpoczęła promocje swojego IPA i to w dodatku „sesion”. Co więcej akcja promocyjne nie ogranicza się jedynie do akcji internetowych. Bilbordami z piwami Żywieckiej Szkoły Piwowarskiej zasiana jest cała Polska, a nowość spod znaku IPA zajmuje w wśród nich honorowe miejsce.

Ta sytuacja miała w sobie coś z dejavu. Poczułem się jak prawie 10 lat temu na Festiwalu Birofilia w Żywcu, gdzie prezentowane piwa z całego świata siały ziarno pod coś co zwiemy piwną rewolucją. Dziś to, co wzrosło z tego ziarna wydało plon, który stał się zaczynem, z którego koncerny chcą upiec chleb.

Trudno mi to wszystko zrozumieć. Nie wiem, czy jest to naturalna kolej rzeczy, gdzie ci którzy są pierwsi i atrakcyjni są naśladowani i kopiowani. Nie mam pewności, czy ze strony koncernów to krok w dobrą stronę. Czy potencjał piw nowej fali jest tak duży, że mogą stać się produktem masowym? Czy to zasmakuje wszystkim. Jednak jedno jest pewne, jeżeli osoby, które nie utonęły w kraftowym świecie postanowią sprawdzić czym jest to mityczne IPA – zobaczą, ze to jest modne, a nie daj Boże jeszcze im to posmakuje będą wiedziały, że w świat tych smaków (jakiekolwiek są i co o nich myślimy – wszak o gustach się nie dyskutuje) wprowadziły je IPA-y spod znaku Książęcego i Żywieckiej Szkoły Piwowarów, a to będzie zasługa warta każdych pieniędzy (których koncernom nie brakuje).

Co tydzień nowy felieton z cyklu „Zdaniem Błażewicza”.
Wszystkie teksty znajdziesz TUTAJ.
Nie chcesz przegapić kolejnego felietonu? Zapisz się na newslettera

fot. 123rf.com
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ