25 czerwca 2018

Nic się nie stało…, czyli płacz nad rozlanym piwem!

Kategoria: Zdaniem Błażewicza

Rosyjski mundial trwa już ponad 10 dni. Kilkadziesiąt emocjonujących spotkań za nami, wiele pięknych goli i walki do końca. Niestety, wśród tych wszystkich piłkarskich wydarzeń trafiły się dwa z udziałem naszej kadry. Niestety, każde z nich było wydarzeniem godnym scenariusza filmu reżyserowanego przez Hitchcocka… Najpierw była parodia – w meczu z Senegalem – gdy praktycznie strzeliliśmy wszystkie trzy bramki meczu i przegraliśmy 1:2. W drugim meczu, w którym ulegliśmy 0:3 Kolumbii, to była po prostu tragedia.

Nic się nie stało…, czyli płacz nad rozlanym piwem!

Niby nic – piłka nożna, czyli najważniejsza rzecz na świecie wśród tych, które nie mają zupełnie znaczenia (jak mawiał klasyk). Jednak te dwie porażki odcisnęły wielkie piętna na naszej codzienności. Pracownicy, zamiast dzwonić rano do pracy i prosić o urlopy na żądanie, bo euforyczny stan wymknął się spod kontroli, zjawili się w pracy w komplecie, ale z nosami zwieszonymi na kwintę. Także pogoda cierpi z piłkarskich powodów. Pierwsze dni oglądania mundialu przebiegały w pełnym słońcu i z żarem lejącym się z nieba. Po pierwszym meczu „Orłów” temperatura spadła – nie tylko ta w sercu kibica, ale także na podwórku. Pomyślałem, że to przejściowy stan – tak w pogodzie, jak na boisku. Niestety, rzeczywistość mocno zweryfikowała mój sposób myślenia. Bo żar serc nie tylko wystygł, ale został też zalany strugami ulewnego deszczu.

Nie będzie rekordu...?

Tęsknie wpatrując się na ulice zapłakane deszcze zastanawiam się, jak to wszystko przełoży się na branżę piwowarską. Jeszcze tuż przed mundialem branżowe zapowiedzi były bardzo mocno optymistyczne. Wszyscy wspominali, że udane, słoneczne i ciepłe lato oraz ważne wydarzenia sportowe to doskonały i pewny sposób na dobry wynik całej branży. Wydawało się, że jest szansa na dobry rok, a najbardziej optymistyczne szacunki – powiązane z dobrym wynikiem naszych piłkarzy – dawały szanse na rekord.

Dziś sytuacja wydaje się diametralnie odmienna. Lato, które niespodziewanie przyszło z początkiem maja, tak samo odeszło w połowie czerwca. Piłkarze, którzy mieli podbić świat, a rekordy miały robić toasty za nich wznoszone, „zakończyli” udział jeszcze przed ostatnim meczem w grupie. Czy to oznacza, że rok, który miał być doskonały, będzie rokiem prawdy, w którym piwo będzie miało bronić się samo??? Zobaczymy. O klęsce „Orłów” zapomnimy pewnie po pierwszych fascynujących meczach 1/8 finałów mistrzostw świata, a po deszczu zawsze wychodzi słońce. Nie będzie więc tak źle. Polacy kochają piwo i nic chyba już tego nie zmieni.

...ale odwrót?

Zastanawia mnie jednak jeszcze jedna rzecz. Jak ten mundial przełoży się na sprzedaż tych marek, które va banque na piłkę postawiły. Czy w zaciszu gabinetów ludzi odpowiedzialnych za wizerunek „Warki”, czy „Tyskiego” odbywają się narady, w jaki sposób odsprzedać towar „naznaczony” sukcesem? Gdy rano wychodziłem z psem widziałem, że tak charakterystyczne browarniane flagi w barwach narodowych znikły z balkonów. Podobnie rzecz się ma z flagami i owijkami na lusterkach samochodów. Jak długo utrzymają się na bilbordach treści zachęcające do wzniesienia kufla za naszych? Czy te marki, które były z piłką od lat nie odwrócą się od niej (choćby na jakiś czas), a te, które weszły w futbol po raz pierwszy, nie stwierdzą rys na swoim wizerunku?

Jakkolwiek będzie pewne jest to, że prawdziwy kibic nie odwraca się od kadry po nieudanym turnieju, a prawdziwy piwosz nie rezygnuje z piwa pod byle jakim powodem. Dlatego trzymam kciuki za obie dziedziny… Będzie dobrze!!!

fot. 123.rf
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
ZAMKNIJ X
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ