16 października 2018

Zdaniem Błażewicza: Co sprzedaje browar… co kupuje klient

Kategoria: Zdaniem Błażewicza

W ubiegłym tygodniu miałem okazję zapoznać się z badaniami na temat umiejętności poruszania się konsumentów w świecie piwa oraz wskazania elementów, które mają znaczący wpływ na decyzje zakupowe. Nie będę ukrywał – badania przeprowadzone na terenie praktycznie całej Europy zaskoczyły mnie… No może nie zaskoczyły, ale dały do myślenia.

Zdaniem Błażewicza: Co sprzedaje browar… co kupuje klient

Okazało się, że tzw. powszechna (mocno uśredniona przez statystykę) wiedza na temat piwa ogranicza się do kilku wyświechtanych stwierdzeń: piwa koncernowe są złe; piwa rzemieślnicze są lepsze i warte większych pieniędzy; konsument nie umie rozróżnić piwa rzemieślniczego od koncernowego – nie wie, a może nawet nie chce wiedzieć na czym ta różnica polega; wybór piwa powinien być wspierany przez wiarygodny system certyfikacji (choć konsument takiego nie zna); nie ma różnić pomiędzy piwami rzemieślniczymi, a rzemieślniczymi markami wielkich producentów; a nawet jeżeli je widzi to tylko dla małej grupy wpływa to na decyzje zakupowe.

Z wyników tych jawi się nam obraz konsumenta błądzącego niczym dziecko we mgle. Statystyczny Europejczyk mamiony różnorodnością i możliwością nieograniczonego wyboru (tę cechę za kluczową uznało pond 60% respondentów) nie chce angażować się i pogłębiać swojej wiedzy na temat piw, a zwłaszcza sposobu i przyczyn ich powstawania. Bardziej niż wie, jest o czymś (do czegoś) przekonany i na tym opiera swoje decyzje.

Wiele razy powtarzałem już, że walka z takim sposobem postrzegania branży jest jednym z najważniejszych wyzwań stojących przed osobami w tej branży się poruszającymi. Co więcej uważam, że walka z takimi stereotypami jest dla nas równe ważna jak nadążanie za najnowszymi światowymi trendami i zadowolenie tych, którzy wciąż płyną na pierwszej fali rewolucji. Jeżeli nie zbudujemy powszechnej świadomości i nie podniesiemy ogólnego stanu wiedzy trafimy do bańki, której dmuchanie nie tyle ją powiększa, co zbliża do pęknięcia.

Swoistym epilogiem do tego, o czym czytałem w ubiegłym tygodniu i piszę w dniu dzisiejszym, jest weekendowa sytuacja z jednym z browarów kontraktowych. Otóż browar ten o wysokiej i stabilnej pozycji rynkowej stanowił swoisty konglomerat składający się z części koncepcyjnej oraz ekonomicznej. Wygląda na to (wpierw po szumie w blogosferze, a potem po ciszy wprowadzonej podobno prawniczym żargonem i groźbą), że po etapie rozwoju i pracy na rzecz stworzenia stabilnej marki podziękowano osobom, które budowały ten projekt skupiając się na części komercyjnej projektu. Oczywiście podniosły się głosy oburzenia, wezwania do bojkotu, twierdzenia że piwo to przede wszystkim ludzie. Jednak to wszystko w konfrontacji z informacją, że najnowsza warka flagowego piwa trafia właśnie do popularnej sieci okazuje się jedynie szczekaniem, gdy sprzedażowa karawana idzie dalej… i dla statystycznego konsumenta pozostanie niezauważona.

Co tydzień nowy felieton z cyklu „Zdaniem Błażewicza”.
Nie chcesz przegapić kolejnego felietonu? Zapisz się na newslettera

fot. 123rf.com
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ