30 października 2018

Zdaniem Błażewicza: No i się zaczęło…

Kategoria: Zdaniem Błażewicza

Dzisiejszy poranek nie pozostawił mi żadnych złudzeń. Śniegowa chlapa, przez którą brnąłem wychodząc rano z psem, oznaczała jedno: zaczął się najciemniejszy okres roku okres pomiędzy zmianą czasu na zimowy, a pierwszym grudniowym śniegiem, który utrzyma się dłużej niż kilka godzin.

Zdaniem Błażewicza: No i się zaczęło…

Nic nie nastrajało optymistycznie. Buro! Mokro! Ciemno! Jednak gdy przyszedłem do pracy pojawił się mały promyk nadziei. Może nie był to promyk, bo odczucie to tyczyło zapachu, nie światła, nie zmieniło to jednak faktu, że zdecydowanie poprawiło mój nastrój.

Otóż dziś od rana towarzyszą mi bardzo przyjemne zapachy świątecznych przypraw. Ni mniej ni więcej oznacza to, że właśnie powstaje piwo bożonarodzeniowe. W całym browarze unosi się zapach goździków, cynamonu, kardamonu oraz skórek pomarańczy. I mimo tego, że nie jestem wielkim fanem piw o zdecydowanie słodkim profilu (choć w okresie świątecznym piwem korzennym nie gardzę), to od razu poczułem pewną rodzącą się w moim sercu nadzieję. Ten zapach pokazał mi, że może i dziś jest pogoda pod psem, ale za jakiś czas będzie biało, rodzinnie, a potem znów zacznie przybywać dnia i nadejdzie wiosna. Słowem znajome zapachy przegoniły najciemniejsze chmury nad olsztyńskim niebem.

O tym wrażeniu przyniesionym znajomym zapachem postanowiłem napisać z jeszcze jednego względu. Ten zapach jest elementem mojej małej tradycji, wyznaczenia rytmu życia do jakiego się przyzwyczaiłem i jaki zamierzam kultywować i jaki chciałbym przekazać Córce. Mam świadomość, że świat idzie na przód, że nie da się zatrzymać postępu, ale bez tradycji – choćby tych najmniejszych rodzinnych – brak nam fundamentu, na jakim budujemy własną przyszłość. Pewnie to oznaka mojego sentymentalizmu, albo wręcz starzenia się.

Myślę jednak, że tradycje są ważne także w kontekście piwa. Grudniowe święta zawsze będą dla mnie Bożym Narodzeniem, a nie „sezonową przerwą”, czy innym wynalazkiem. Dlatego też zawsze wybiorę „piernik w piwie” i nudną tradycję niż kreacje wciskającą się przez ekran komputera, telewizora i wszystkich innych mediów. Nudna tradycja jest dla mnie o wiele bliższa, niż np. pełne karaibskich rytmów piwo aromatyzowane rumem, które miałoby wyrwać mnie z zimnej Polski i przenieść na ciepłą rajską wyspę.

Czytając powyższy tekst zdałem sobie sprawę, że jestem bardzo staroświecki. Ale nie wstydzę się tego. Myślę, że osób myślących jak ja jest całkiem sporo. Nie myślę, że jestem zaściankiem. Wiem natomiast, że tylko wiedza i szacunek wobec tradycji pozwala nam określić siebie, nasze miejsce na świecie i świadome wybrać kierunek własnych działań…

fot. 123rf.com/fot. ilustracyjne
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ