30 listopada 2018

Zdaniem Błażewicza: Wszystko pod kontrolą?

Kategoria: Zdaniem Błażewicza

Pierwszy śnieg, Andrzejki, Barbórka, Mikołajki, a potem już tylko z górki i kolejny rok przejedzie do historii. Dla polskich niewielkich browarów to kolejny dobry rok. Z całą pewnością w szeregu podsumowań branżowych niczym mantra będą powtarzane pozytywne zjawiska rynkowe: utrzymanie wysokiej produkcji i konsumpcji, kluczowa rola polskiego browarnictwa w Europie oraz da krajowej gospodarki, stabilność branży oraz fakt, małe podmioty wciąż są na fali odbierając kolejne procenty największym.

Zdaniem Błażewicza: Wszystko pod kontrolą?

Jednak w całej beczce optymizmu kryje się też – moim zdaniem – łyżka dziegciu, która może stanowić pewien problem rozwojowy dla małych browarów. Co więcej problem ten nie do końca zależnych jest od polityki i starań producentów.

Problemem, który może pojawić się na polskim piwnym horyzoncie jest sprawa dostępności piwa lub jej braku. Począwszy od przełomu lat dziewięćdziesiątych byliśmy świadkami koncentracji rynku piwa. Początkowo odbieraliśmy to jako powiew Zachodu i zmiany te (podsycane reklamami i akcjami promocyjnymi) podobały się nam. Z czasem jednak zaczęliśmy zauważać, że sytuacja ta ma także drugą-mroczną stronę. Masowość oznaczała nijakość, to z kolei stworzyło grunt dla piwnej rewolucji, która różnorodność odbudowywała. Lata posuchy oraz sprzyjające warunki gospodarcze i społeczne przyczyniły się do lawinowego wręcz wzrostu liczby najmniejszych podmiotów warzących piwo oraz niespotykaną wręcz liczbę nowych piw.

Nowa sytuacja na rynku u źródeł swego powstawania zaczęła wytwarzać własną przestrzeń.

Powstawały zatem specjalistyczne sklepy oraz knajpy, które specjalizowały się w piwach nowej fali. Masowość piwnej rewolucji miała jednak także swoje słabości. Po pierwsze specjalistyczne sklepy i multitapy to domena dużych ośrodków, a co za tym idzie prowincjonalna Polska miała (i dalej ma) problemy w uczestniczeniu w pędzie branży. Po drugie lawinowy wzrost liczby browarów i geometryczny przyrost piwnych premier zakończył się tym, że specjalistyczne kanały nie były w stanie przyjąć i „skonsumować” całej produkcji. Trzeba bowiem pamiętać, że piwo nie stanowi produktu pierwszej potrzeby, a codzienne sięgnie po produkty z najwyższej półki może mieć skutki nie tylko natury finansowej. Po trzecie w końcu browar to przedsiębiorstwo, więc jego właściciele liczą na zyski i rozwój firmy.

Wszystkie opisane powyżej zagadnienia zakończyły się tym, że najmniejsza część branży zaczęła szukać nowych kanałów dystrybucji. Tymi najlepszymi okazały się sieci handlowe i dyskonty. Ich macki sięgają zdecydowanie dalej niż sklepy specjalistyczne, scentralizowana logistyka pozwala na uszczkniecie nieco z ceny, a zakupy stanowią wielokrotności pojedynczych warek. Wydawać się zatem może, że rozwiązanie to ma same plusy.

Nie wszystko jednak złoto… romans z siecią działa wyniszczająco na sklepy specjalistyczne, które nie są w stanie konkurować z handlową maszyną. Po drugie dyskontowa rewolucja traci na dynamice, a przede wszystkim na kontekście – tysiące półek sieci handlowych „milczą”, gdy człowiek w sklepie specjalistycznym często był ambasadorem marek. Kolejnym elementem jest fakt, że półka w sieci jest emanacją polityki sieci, a co za tym idzie to sieć podejmuje decyzje, co wystawia i z jakich względów. Może okazać się, że piwo rzemieślnicze stanie się ofiarą presji cenowej ze strony piw przemysłowych (także tych pod rzemiosło się podszywających) lub zostanie wycofane ze względu na to, że wszystkie sieci zapowiadają ograniczenie liczby produktów na półkach i uproszczenie wewnętrznej logistyki. Zatem obecność szerokiej reprezentacji piwnego rzemiosła na półkach sieci i dyskontów nie do końca zależy od gotowości, chęci, czy starań przedstawicieli browarów. Tym ostrożniej i z większym namysłem podchodzić do budowania własnych browarów oraz ich polityki sprzedażowej.

Czy istnieje alternatywa? Oczywiście, że nie.  Handel centralizuje się, a rola sieci handlowych się zwiększa. Nie unikniemy tego. Co więcej obecność piw w sieciówkach i dyskontach daje nienotowaną wcześniej dostępność zwłaszcza w tych miejscach, gdzie wcześniej nie było możliwości spotkania z piwem rzemieślniczym. Dlatego warto przygotować się i mądrze uczestniczyć w procesach zmian rynku sprzedażowego, tym bardziej, że w chwili obecnej jest to rynek sieci, a nie producentów.

Co tydzień nowy felieton z cyklu „Zdaniem Błażewicza”.
Nie chcesz przegapić kolejnego felietonu? Zapisz się na newslettera

fot. 123rf.com/fot. ilustracyjne
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
ZAMKNIJ X
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ