Za piwem stoi kultura
Piwo to rytuał spotkań i coraz częściej także sztuka rzemieślnicza. W rozmowie z Mieszkiem Musiałem, prezesem Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego w Polsce, zaglądamy za kulisy rosnącej popularności browarów kraftowych, odkrywamy piwną kulturę i pytamy, czy era lagerów dobiega końca.

Liliana Mamczur: Blisko 30 lat w branży browarniczej to nie tylko spore doświadczenie, ale i pewnie wiele ciekawych historii. Jak zaczęła się pana przygoda z piwem?
Mieszko Musiał: Można powiedzieć, że byłem na to skazany (śmiech). Urodziłem się w Okocimiu, więc dosłownie przy murach browaru. Branżę znam od podszewki, nie tylko z polskiej perspektywy – pracowałem też w Europie i Azji, m.in. w Indiach. Dziś jestem jedynym Polakiem na czele dużego koncernu piwnego w kraju, a nowa funkcja prezesa ZPPP to dla mnie nie tyle awans, co zobowiązanie wobec całej branży.
Zna pan dobrze branżę, ale czy po objęciu nowego stanowiska coś pana zaskoczyło?
Od lat jestem aktywnym uczestnikiem działań Związku – wcześniej jako wiceprezes – więc wiele rzeczy działo się już na moich oczach. Zaskoczeniem może być natomiast skala i sposób, w jaki prowadzona jest narracja o piwie, często przez inne branże alkoholowe. To sytuacje, gdy deklarowana niezależność ekspertów rozmywa się w momencie, gdy ścieżki ich ekspertyz zaczynają dziwnie pokrywać się z mapami interesów określonych branż.
Nie sądzę, by to służyło rynkowi, konsumentom czy debacie publicznej. Zamiast więc skupiać się na budowaniu czasem bardziej interesuje nas, by „sąsiadowi zdechła krowa”. Myślę, że w branży takiej jak nasza potrzebna jest dziś raczej solidarność niż podziały.
Jakie priorytety wyznaczył pan sobie na najbliższą kadencję?
Po pierwsze – reprezentowanie całej branży, nie tylko tych największych producentów. W Polsce działa ponad 300 browarów: od dużych koncernów, przez browary regionalne, po kraftowe manufaktury. Do tego dochodzą producenci chmielu czy słodu. To olbrzymi ekosystem, który zasługuje na głos w przestrzeni publicznej.
Po drugie – obrona wizerunku piwa jako napoju kulturowego, a nie wyłącznie procentowego. Wciąż pokutuje przekonanie, że alkohol to zło absolutne. A przecież piwo od zawsze towarzyszy ludziom – spotkaniom, rozmowom, wspólnemu spędzaniu czasu. Trzeci priorytet to wspieranie tzw. rewolucji bezalkoholowej – rozwój piw 0.0% jako odpowiedzialnej alternatywy i naturalnego trendu wśród konsumentów.
No właśnie, bezalkoholowe piwa to dziś już 7% rynku. To dużo czy mało?
To rewolucja. Jeszcze kilka lat temu takich produktów niemal nie było. Dziś to segment, który w ciągu paru lat urósł o 250%. Oczywiście, 7% nie zastąpi jeszcze lagerów, które wciąż stanowią ponad 80% rynku, ale kierunek jest jasny – ludzie chcą pić odpowiedzialnie, chcą mieć wybór. I to właśnie branża piwna – nie żadna inna – wprowadziła bezalkoholowe alternatywy na masową skalę. W dodatku to produkty naturalne, niskokaloryczne, warzone zgodnie z zasadami piwowarstwa. Kiedy słyszę, że robimy „zerówki”, by „wciągać młodych do alkoholu”, to mam ochotę zapytać: czy ktoś w ogóle próbował tych produktów? One raczej wyciągają ludzi z alkoholu, a nie wciągają do niego.
Czy wobec podanych statystyk można powiedzieć, że era lagerów rzeczywiście powoli dobiega końca?
Myślę, że nie. To klasyka. Choć wielkość i struktura konsumpcji się zmienia – spożycie piwa w Polsce spadło od 2018 roku o około 15 litrów na osobę rocznie – to lager wciąż jest fundamentem. Rynek staje się bardziej zróżnicowany, bardziej wysmakowany, ale nie odwraca się od tradycji. Równolegle widzimy wzrost piw bezalkoholowych, smakowych, kraftowych – i bardzo dobrze. Ale klasyczny lager – prosty, rzemieślniczy, często lokalny – zawsze znajdzie miejsce wśród konsumentów.
A jak duże browary reagują na boom piw kraftowych i smakowych? Czy potrafią jeszcze zaskoczyć?
Oczywiście. Z pozoru może się wydawać, że to mniejsze zakłady są bardziej dynamiczne, ale to nieprawda. Duże browary w Polsce wprowadzają kilkanaście nowości rocznie. Tyle że z racji skali ich działania, nie każda premiera ma taki marketingowy błysk. Rynek smaków żyje i to zarówno w kraftach, jak i u największych graczy. I dobrze! 74% Polaków w badaniach deklaruje, że cieszą ich nowe smaki, więc jako branża na to reagujemy. Ta różnorodność to znak siły kategorii, nie słabości.
Jak wygląda kwestia komunikacji z różnymi grupami konsumenckimi?
Różne grupy potrzebują różnego podejścia. Klasyczne lagery to domena dorosłych mężczyzn 30+, ale już piwa smakowe częściej wybierają kobiety i młodsi konsumenci. Nie chodzi tylko o płeć, a o preferencje smakowe. Dzisiejsze młode pokolenie ma inne podniebienie. To – jak żartuję – „generacja Milka”, wychowana na słodkich smakach, która może mieć trudność w akceptacji piwnej goryczki. Dlatego piwa smakowe czy owocowe odpowiadają na realne potrzeby rynku. A piwa bezalkoholowe trafiają już do wszystkich – niezależnie od wieku czy płci.
Nie sposób nie zapytać o temat akcyzy. Jak rosnące stawki wpływają na branżę?
Dramatycznie. Od 2000 roku akcyza na piwo wzrosła o 95%, podczas gdy na wódkę tylko o 32%. To nierówność, która realnie szkodzi całemu browarnictwu. W 2024 roku branża piwna zapłaciła do budżetu 3,6 mld zł z tytułu samej akcyzy, a mimo to jesteśmy traktowani jako „ci źli”. Tymczasem spirytusy mają „wolne” – nie objęto ich systemem kaucyjnym, który nas kosztuje setki milionów i grozi wyeliminowaniem najbardziej ekologicznego opakowania, jakim jest butelka zwrotna. Absurd polega na tym, że w imię ochrony środowiska niszczymy system, który już działał idealnie.
Skoro o tych młodych konsumentach mowa… Co ze sprzedażą alkoholu jeszcze młodszym, nieletnim? Związek wciąż z tym walczy.
Tak, i walczy skutecznie. Między 1995 a 2024 rokiem odsetek młodzieży w wieku 15-16 lat, która kiedykolwiek piła alkohol, spadł o 20%. Dostępność piwa w tej grupie wiekowej zmalała o 40%, podczas gdy dostępność wódki – tylko o 15%. To pokazuje, że nasze działania mają sens. Szkolenia dla sprzedawców, kampanie edukacyjne, znaki odpowiedzialnościowe – wszystko to daje rezultaty. Jesteśmy jedyną branżą alkoholową, która oznacza nawet piwa bezalkoholowe jako produkty tylko dla dorosłych. To realna samoregulacja, a nie PR. I efekty są mierzalne.
Chciałabym poruszyć jeszcze temat systemu kaucyjnego. Proszę przypomnieć, jakie jest tu stanowisko Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego? I czy planujecie konkretne działania w tym zakresie?
Działamy – intensywnie i nieustannie – chociaż z zewnątrz może tego nie widać. Już od poprzedniej kadencji, jeszcze za poprzedniego rządu, uczestniczyliśmy aktywnie w pracach nad systemem kaucyjnym. Przystąpiliśmy do rozmów nie tylko jako branża piwna, ale też we współpracy z innymi organizacjami. I powiem otwarcie – robiliśmy to z dużym zaangażowaniem i świadomością odpowiedzialności. Przecież my też jesteśmy obywatelami, rodzicami, zależy nam na środowisku i na tym, by zostawić świat naszym dzieciom przynajmniej nie gorszy.
Ale, niestety, dziś stoimy wobec modelu, który jest zwyczajnie wadliwy. System nie jest gotowy. A jego start, planowany na 1 października, może przynieść więcej chaosu niż korzyści. Rząd najprawdopodobniej się z niego już nie wycofa – byłoby to postrzegane jako porażka polityczna – ale my nadal apelujemy: dajcie nam osiągać efekty własnymi metodami. Zwłaszcza jeśli chodzi o butelkę zwrotną.
To my, jako branża, tworzyliśmy ten system przez lata. System, który działa. Jego jedyną słabością była do tej pory konieczność okazywania paragonu – bo sklep, który przyjmował butelki zwrotne bez pokrycia w sprzedaży, ponosił stratę na podatku VAT. Tylko tyle i aż tyle. Można to było rozwiązać na dziesiątki sposobów, prostych i funkcjonalnych. Zamiast tego fundujemy sobie coś zupełnie nowego, trudnego i kosztownego.
I – jak pan zaznacza – uderzamy w najbardziej ekologiczne opakowanie?
Dokładnie tak. System, który powinien promować zrównoważone rozwiązania, paradoksalnie dyskryminuje butelkę zwrotną, czyli najbardziej ekologiczne i najbardziej sensowne opakowanie. To mówi samo za siebie.
A to jeszcze nie koniec problemów. Mamy też projekt tzw. rozszerzonej odpowiedzialności producenta – ROP. I tu sytuacja jest jeszcze bardziej alarmująca. Obecna wersja ustawy przewiduje centralnego administratora systemu, który będzie pobierał opłaty od producentów, a potem – według nie do końca przejrzystego klucza – przekazywał środki do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Brzmi... znajomo. I nieprzypadkowo niektórzy porównują to do centralnego rozdzielnika z dawnych czasów.
Przejdźmy do przyjemniejszych tematów, porozmawiajmy o kulturze piwnej. W Czechach czy Niemczech piwowarstwo ma status dziedzictwa narodowego. Czy w Polsce też moglibyśmy podążyć tą drogą?
Uderza pani w bardzo czułą strunę. Gdyż naprawdę tego Czechom zazdroszczę – ich dumy, tradycji, świadomości lokalnej. Kiedy widzę, jak burmistrz czeskiego miasteczka z kuflem w dłoni świętuje chmielowe dożynki, to myślę sobie: dlaczego u nas nie ma czegoś podobnego?
A przecież mamy się czym pochwalić. W Polsce działa ponad 300 browarów, każdy z historią, z ludźmi pełnymi pasji. W Okocimiu browar funkcjonuje od XIX wieku, założony przez Goetza – tego samego, który wykupił Wawel czy ufundował pomnik Mickiewicza. To byli przedsiębiorcy z poczuciem misji, budujący lokalne wspólnoty. Piwowarstwo było przed laty nie tylko gałęzią przemysłu, a elementem tożsamości.
Dziś jesteśmy trzecim największym producentem piwa w Europie, a jednocześnie udajemy, że tej tradycji nie ma.
Gdyby miał pan stworzyć mapę piwną Polski – miejsca, regiony, które szczególnie zasługują na wyróżnienie… Co by się na niej znalazło?
Jako prezes Związku nie chcę wyróżniać konkretnych marek czy miejsc, bo każdy browar jest częścią tego krajobrazu. Ale możemy mówić o całych regionach, chociażby wschodniej Polsce, gdzie tradycyjnie uprawia się chmiel. A jeśli chodzi o same browary – mamy równomierne rozmieszczenie w całym kraju. I wszędzie znajdziemy ludzi z pasją. To właśnie chcę podkreślić – piwowarstwo to nie tylko tanki, marketing czy logistyka. To przede wszystkim ludzie pracujący w browarach. I to często z pokolenia na pokolenie. W Okocimiu np. znajdą się osoby, których rodziny związane są z zakładem od pięciu, sześciu pokoleń. Browar był, jest i będzie.
Dodatkowo – i to ważny wątek – Polska więcej piwa eksportuje, niż importuje. Nasze produkty są obecne na całym świecie, cenione – zwłaszcza przez Polonię – ale nie tylko. To kolejny powód do dumy – nasz bilans handlowy jest pozytywny. I to nie dzieje się przypadkiem, a dlatego, że mamy dobrą jakość, świetnych specjalistów i wyjątkową historię.
Rozmawiała Liliana Mamczur, redaktorka czasopisma „Kierunek Spożywczy”.


Komentarze