Partner serwisu
Tylko u nas
05 lutego 2019

Zdaniem Błażewicza: Konsekwencje! – dla żywności, nie tylko piwa…

Kategoria: Zdaniem Błażewicza

W ostatnim tekście podejmowałem temat pracy u podstaw producentów, którym na sercu leży dobro branży pojmowanej jako całość. Zwracałem uwagę na to, że praca ta nie przynosi zysku dla konkretnych zakładów, ale buduje markę całego sektora oraz wskazuje jakie produkty – w naszym przypadku piwa – mogą z czasem stać się wizytówkami naszego kraju i przyciągać konsumentów tak krajowych, jak zagranicznych.

Zdaniem Błażewicza: Konsekwencje! – dla żywności, nie tylko piwa…

Działanie to uważam za bardzo ważne – wręcz kluczowe dla dalszego rozwoju polskiego browarnictwa. Jestem bowiem przekonany, że w dalszej perspektywie polską marką szybciej staną się np. portery bałtyckie, czy piwa budowane na polskich odmianach chmielu (ewentualnie z typowo polskimi dodatkami), czy nawet wyśmiewane piwa miodowe i owocowe, niż nawet najlepsze kopie piw modnych za oceanem. Te bowiem elementy, które wymieniłem na zawsze pozostaną bliskie naszej kulturze i będą ją reprezentował na zewnątrz. Natomiast piwne „klony” zawsze będą wyłącznie przechodzącą przez nasz kraj falą mody – z obcym dna i praktycznie jednakie we wszystkich zakątkach świata, do których dotrą. Nie oznacza to oczywiście, że taki piwa są złe, nie należy ich warzyć, czy proponować ich w kraju i zagranicą. Sądzę jednak, że obok zrozumiałego w każdym zakątku świata języka nowoczesnego piwowarstwa powinniśmy starć się pokazywać jakiś polski smaczek, by pokazać, że w piwie – „Polacy nie gęsi, iż swój język mają” J

Może taka moja postawa wynika z tego, że z racji wykształcenia, żeby umieć kształtować przyszłość, trzeba rozumieć dzień dzisiejszy i poznać (a także szanować) przeszłość. Może dlatego, że mieszkam w regionie, gdzie żywność wysokiej jakość stanowi inteligentną specjalizację. Z całą pewnością wynika to z tego, że w ten sposób pojmuję rozwój i promocję naszych smaków.

Dziś jednak cała moja pozytywna energia uciekła. Ręce mi opadły, a zapał zgasł. Okazuje się bowiem, że cały wysiłek, jaki rzetelni, uczciwi, producenci kładą nie tylko w swoją codzienną pracę, ale także w budowanie marki polskiej żywności ginie w oczach!

Cały ubiegły tydzień media przypominały sprawę ubojni, która pod przykrywką nocy wprowadzała na rynek mięso padłych krów. Nie liczyło się nic – działanie na szkodę polskich producentów mięsa, zagrożenie dla zdrowia konsumentów – wartość miały tylko te pieniądze, które można było przy tej okazji zarobić. Optymizmem nie napawają też wyniki kontroli przeprowadzonych przez państwowe służby w sklepach. Tu nieprawidłowości wykryto w blisko 50% skontrolowanych jednostek. Zastrzeżenia te dotyczyły zarówno oznaczenia, jak jakości produktów. Nieco lepiej, ale wciąż bardzo źle!, było przypadku kontroli miodów oferowanych w Polskich sklepach. Błędne oznaczenia, identyfikację, czy wręcz fałszowanie miodu objęło 20% skontrolowanych partii tego jakże polskiego produktu.

Do czego to wszystko prowadzi? Jak wielkie mogą być konsekwencje takich nieodpowiedzialnych działań? Pierwsze odpowiedzi płyną z rynku mięsa. Ponieważ trefna wołowina rozjechała się po całej Europie, cała lista krajów blokuje napływ mięsa z Polski (nie tylko wołowego) i zapowiada kontrolę. Nikt nie zadaje pytań, czy takie działanie jest w Polsce akceptowane, czy jest to norma polskich ubojni… Zamyka się wstęp dla polskiej wołowiny, która od dłuższego czasu walczy o odbudowanie swojej pozycji.

Zastanawiam się tylko, jak to jest, że dziś mówi się o powołaniu „policji żywieniowej”, która ma pilnować i ścigać patologię. Przecież od kilku dobrych lat walczymy o powołanie jednej sprawnej służby kontrolującej polską żywność. Niestety walka ta za każdym razem kończy się porażką, a to z lobby weterynaryjnym broniącym swoich wpływów, a to ze związkowcami broniącymi swoich stanowisk. Widać jak na dłoni, że ta rozczłonkowana kontrola nad żywnością nie jest skuteczna. Każda z instytucji ma szerokie kompetencje, ale żadna nie chce brać odpowiedzialności, gdy przestępstwa fałszowania żywności i wprowadzania na rynek trucizny maja miejsce!

Mam nadzieję, że ostatnia wołowa afera da w końcu do zrozumienia wszystkim decydentom, że warunkiem koniecznym do promowania polskiej żywności oraz ochrony interesów konsumentów jest powołanie nie kolejnej, ale JEDNEJ, SPRAWNEJ, KOMPLEKSOWEJ służby nadzoru nad produkcją żywności i wprowadzaniem jej do obiegu. Inaczej możemy pakować manatki i zwijać swoje interesy…Wszycy!

fot. 123rf.com/fot. ilustracyjne
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
ZAMKNIJ X
ZAMKNIJ X
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ