27 czerwca 2019

Mniej lnu, więcej komosy ryżowej i fistaszków- prognozy importerów tuż przed zbiorami

Kategoria: Aktualności

Poprzedni rok nie należał do najłatwiejszych dla branży spożywczej. Panująca niemal na całym świecie susza wszystkim dała się we znaki. Mniej było ziemniaków, ziarna, a obrodziło owocami. Ten rok zdaniem importerów klaruje się podobnie. Na rynku zaczyna brakować lnu. Natomiast zbiory komosy ryżowej, nasion chia czy orzechów ziemnych zapowiadają się dobrze. Ale czy zawsze import się opłaca? O zagrożeniach związanych z transakcjami zza kontynentu opowiada Mariusz Dąbrowski, wiceprezes Zarządu Katolik Group, oddział Oborniki Śląskie.

 

 

Wysokie temperatury powietrza i brak opadów wczesną wiosną nie wszystkich cieszą. Kiedy urlopowicze korzystają z pięknej pogody, rolnicy i plantatorzy zaczynają niepokojąco spoglądać na swoje uprawy. W ubiegłym sezonie, dla porównania, na polach o powierzchni 17,6 tys. ha szkody przewyższyły nawet 70 proc. Nieurodzaj dotknął nie tylko Polskę. Ucierpiały uprawy w całej Europie, a także Azji. Skutki importerzy odczuwają do teraz. - Przykładem może być chociażby ziarno sezamu, które importujemy od lat. Susze, które spowodowały słabsze zbiory i tym samym mniejszy dostęp do surowca wpłynęły drastycznie na cenę towaru. W przeciągu kilku miesięcy cena wzrosła o około 150% – podaje przykład Mariusz Dąbrowski, wiceprezes Zarządu Katolik Group, odział Oborniki Śląskie.

Analogiczna sytuacja jest z lnem. Obserwując rynek, nie da się przeoczyć, że ceny dynamicznie wzrastają, a zapasy się kurczą. Spożycie lnu, zarówno brązowego jak i złotego jest coraz większe, a produktu co raz mniej. Chiński rynek mocno się uaktywnił, wykupując bardzo dużo surowca na cele oleiste. W Europie spożycie też wzrasta. - Żniwa były kiepskie, więc spodziewamy się, że cena, przynajmniej do następnych zbiorów będzie sukcesywnie rosła – przewiduje M. Dąbrowski.

Nie lepiej przedstawia się sytuacja z dostępnością produktów w Ameryce Południowej. W ostatnim roku zbiory nasion chia czy komosy ryżowej też były słabe. Ceny mocno poszybowały w górę, nawet o kilkaset dolarów na tonie. - Na szczęście, najbliższe żniwa zapowiadają się już znacznie lepiej. Podobnie jak zbiory orzecha ziemnego. W ubiegłym roku plony obrodziły, w tym ma być podobnie- informuje wiceprezes Zarządu Katolik Group.

Kiedy najlepiej importować?

Import nie jest łatwy. - Importując musimy liczyć się z wieloma nieprzewidzianymi sytuacjami oraz ryzykiem. Po pierwsze, wahania walut. Po drugie, przeróżne kontrole w portach i specjalistyczne badania. Po trzecie, nigdy nie możemy być do końca pewni co wydarzy się podczas samego frachtu morskiego. Wielokrotnie można było usłyszeć o katastrofach morskich czy też wypadnięciu pojedynczych kontenerów do morza czy oceanu – w tym przypadku akurat jest ubezpieczenie... ale co w przypadku kiedy kontener przypłynie do portu, a po otwarciu okaże się, że towar został zalany bądź nie jest zgodny ze specyfikacją czy też po kontroli sanepidu? Produkt nie zostanie dopuszczony do obrotu na terenie Unii Europejskiej?W takich przypadkach nie obowiązuje ubezpieczenie. Trzeba liczyć na przychylność eksportera, co zdarza się niezwykle rzadko. Zazwyczaj importer zostaje sam z problemem. I jedyne co pozostaje, to utylizacja towaru co dla importera oznacza ogromne straty – dodaje.

Nie ma najlepszego czasu na import. Rynek jest nieprzewidywalny. - Podczas sezonu może się naprawdę wiele zmienić. Nikt nie ma wpływu na warunki pogodowe i nie jest w stanie przewidzieć co się wydarzy. Należy pamiętać, że dość duży wpływ na globalną gospodarkę ma rynek chiński. Wystarczy, że Chińczycy wprowadzą produkt z użyciem danego surowca i od razu rośnie zapotrzebowanie, a to ma bezpośredni wpływ na cenę i dostępność produktu – kończy Mariusz Dąbrowski.

 

źródło: Informacja prasowa
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ