Tylko u nas
13 lutego 2020

Sieją ferment w puszczy. Rozmowa z Karolem i Mateuszem Waszczuk, założycielami Browaru Waszczukowe

Kategoria: Artykuły z czasopisma

Eksperymentalne składniki, takie jak młode pędy sosny czy opuncja figowa. Nietypowe i kolorowe etykiety, zaliczane już do birofilistyki. „Ruda Maruda”, „Grażyna Sprężyna”, „Barbara Cwaniara”, „Janusz Moczywąs” – to tylko niektóre z nazw ich piw. – Ciekawostki staramy się przemycać do butelek – mówią Karol i Mateusz Waszczuk, współzałożyciele browaru Waszczukowe.
 

Sieją ferment w puszczy. Rozmowa z Karolem i Mateuszem Waszczuk, założycielami Browaru Waszczukowe
  • Liliana Kaniuch:Zapał i chęć do tworzenia piwa była zawsze gdzieś w waszych głowach?

Mateusz Waszczuk: Zaczęło się kilka lat temu, gdy pracowałem w jednym z multitapów w centrum Warszawy, w którym dopiero poznałem, co to jest piwo rzemieślnicze. Po pracy próbowaliśmy różnych gatunków, ocenialiśmy je, wymienialiśmy się doświadczeniami. Od wtedy zaczął interesować mnie kraft w piwowarstwie. Razem z bratem ciotecznym – Karolem – stwierdziliśmy, że chcemy spróbować robić to sami.

Karol Waszczuk: Do tego było potrzebne nam miejsce, a więc swoje pierwsze kroki w piwowarstwie stawialiśmy w piwnicy babci Alicji. Testowaliśmy pomysły, zapisywaliśmy receptury i ocenialiśmy to, co stworzyliśmy. Z każdym kolejnym warzeniem szło nam coraz lepiej, a efekty ciężkiej pracy postanowiliśmy sprawdzić w różnych konkursach.

  • Opuściliście jednak piwnicę, lecz zanim zaczęliście warzyć „u siebie”, byliście browarem kontraktowym…

K.W.: Sukcesy, które odnosiły nasze piwa, popchnęły nas do tego, aby produkować kontraktowo. Warzyliśmy w płockim Browarze Tumskim, radomskiej Piwowarii, a następnie w Szczyrzyckim Browarze Cystersów „Gryf” oraz Janie Olbrachcie w Piotrkowie Trybunalskim. Jednak wiedzieliśmy, że to tylko okres przejściowy, gdyż marzyliśmy o własnym browarze.

  • I w końcu go macie. Jak to jest „być na swoim”?

M.W.: Przede wszystkim własny browar daje nam ogromne możliwości rozwoju. Nie jesteśmy od nikogo zależni, możemy próbować, testować, warzyć… Wszystko sami. To tak jakby piwnica babci Alicji, ale 100 razy większa. Nie mamy żadnych ograniczeń.

  • Jak mówicie, często bierzecie udział w różnych konkursach, w wielu zdobywacie nagrody i wyróżnienia.

K.W.: Tak, jesteśmy doceniani w konkursach, zdobywamy nagrody. Dzięki temu czujemy, że pracujemy dobrze oraz że to jest kierunek, w którym powinniśmy iść.

M.W.: W zeszłym roku udało się uzyskać najważniejszą dla nas nagrodę w konkursie Piw Rzemieślniczych. Wygrane piwo to Moczywąs, które zdecydowanie króluje w świecie lagerów i i coraz częściej można je zobaczyć na sklepowych półkach.

  • A’ propos: jak wymyślacie nazwy swoich piw? I skąd pomysł na tak przyciągające oko etykiety?

M.W.: Trzeba przyznać, że pomysły nazw naszych piw wymyślamy w bardzo różny sposób. Rozwiązania wpadają do głowy spontanicznie, nawet przy zwykłych, codziennych czynnościach. Chcieliśmy, aby było i przyjemnie, i śmiesznie. Dodatkowo wprowadziliśmy imiona, które nadają charakteru, a konsumentom bardzo szybko spodobała się ta idea. To przecież świetny pomysł, aby kupić i obdarować takim piwem znajomego imiennika.

K.W.: Pierwsze etykiety zaprojektował nam znajomy. Potem mieliśmy okres współpracy z utalentowanym ilustratorem. Dziś korzystamy z usług profesjonalnej agencji, która pomogła zbudować nam naszą identyfikację.

NASTĘPNA STRONA

Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
ZAMKNIJ X
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ