Partner serwisu
Tylko u nas
09 stycznia 2019

Zdaniem Błażewicza: Nowy rok… nowe… co?

Kategoria: Zdaniem Błażewicza

Witam serdecznie w nowym 2019 roku! Mam nadzieję, że dla wszystkich Czytelników moich cotygodniowych tekstów będzie on pełen szczęścia i sukcesów tak prywatnych, jak zawodowych.

Zdaniem Błażewicza: Nowy rok… nowe… co?

Witam serdecznie w nowym 2019 roku! Mam nadzieję, że dla wszystkich Czytelników moich cotygodniowych tekstów będzie on pełen szczęścia i sukcesów tak prywatnych, jak zawodowych.

Liczę… i życzę sobie, jak Państwu, aby obfitował w liczne i wyłącznie pozytywne piwne wydarzenia!

Ostatni tekst w ubiegłym roku stanowił pewne podsumowanie ostatnich miesięcy. A może właściwiej byłoby napisać, że stanowił zebranie tych wydarzeń z branży, które mnie osobiście najbardziej zapadły w pamięć. Nie może być zatem inaczej i pierwszy nowego roku powinien odnosić się do tego, co powinno wydarzyć się w najbliższych dwunastu miesiącach.

W branży tak dynamicznej, ale też maksymalnie spolaryzowanej, ciężko jest znaleźć te punkty, które stanowić będą o przyszłości i losach nas wszystkich, którzy piwo kochamy, dla których jest ono sposobem na życie, a dla wielu także utrzymanie.

Bez względu na wszystko wydaje się, że jakieś trendy da się w tej gmatwaninie zauważyć, jakieś procesy wyśledzić, jakieś zmiany przewidzieć. A jeżeli przewidywania te okażą się słuszne na koniec AD 2019 pochwalić trafnością sądów (jeżeli będą błędne posypać głowę popiołem).

Jednym z tych elementów, które wieszczone były już w roku 2018, a które okazały się błędne były zapowiedzi spadku dynamiki pojawiania się nowych piw i browarów. Mijający rok był kolejnym rokiem rekordów. Co jeszcze ciekawsze – jak zawsze nieoceniona Piwna Zwrotnica – po raz pierwszy odnotowała liczbę piwnych premier w roku, która przekroczyła dwa tysiące (dokładnie 2013). Wydawać się mogło, że po tym jak w roku 2016 zanotowaliśmy 1561 nowych piw (31 nowych browarów stacjonarnych i 32 debiutujące kontakty), a rok później (2017) „tylko” 1655 piwne premiery (25 nowych browarów i 21 kontraktów) impet nowości wyhamowuje. Jednak rok 2018 pokazał, że wieszczenie o śmierci „piwnej premiery” były zdecydowanie przedwczesne. Co prawda zmieniła się rola i waga piwnej premiery. Nie stanowią już wydarzenia, straciły rolę opiniotwórczą, ba! wielka część z nich przechodzi bez echa i staje się wydarzeniem lokalnym (co ma także swój nieodparty urok). Moim skromnym zdaniem, wcześniej lub później, nastąpi wyhamowanie tego pędu i sytuacja nieco (tu podkreślam słowo NIECO) się unormuje. Oznacza to, że piwna premiera zacznie – zapewne zgodnie z intencją twórców – stanie się formą przekazania pomysłu na smak i aromat danego piwa, idei funkcjonowania danego browaru, czy jego filozofii, a przestanie być sposobem na zainteresowanie konsumenta i sprzedaż premierowej warki piwa.

Owe unormowanie sytuacji będzie miało – moim zdaniem – swoje bardzo pozytywne skutki. Po pierwsze pozwoli na unikanie niebezpiecznych ekstremów. Piwowar będzie mógł skupić się na tym, co w piwie chce zawrzeć, a nie na tym jakiego „chwytliwego” dodatku ma użyć, bez względu na to jak to wpłynie na ostateczny smak. Do tego stabilizacja oferty spowoduje doskonalenie smaku poszczególnych piw. Nabieranie umiejętności przez piwowarów oraz szlifowanie umiejętności na warzelni, fermentacji i leżakowaniu. O ułatwieniu gospodarowania i planowania w browarze (tak w dziale produkcji, jak sprzedaży) nie będę wspominał. No i na koniec – jeżeli swoją obecność w ofercie utrzymają piwa najlepsze – klient paradoksalnie będzie mógł dokonać wyboru, a nie być skazanym na nowy wypust ulubionego browaru.

Co tydzień nowy felieton z cyklu „Zdaniem Błażewicza”.
Nie chcesz przegapić kolejnego felietonu? Zapisz się na newslettera

fot. 123rf.com/fot. ilustracyjne
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
ZAMKNIJ X
ZAMKNIJ X
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ