Partner serwisu
Tylko u nas
05 marca 2019

Zdaniem Błażewicza: Roma locuta, causa finita… ale czy na pewno?

Kategoria: Zdaniem Błażewicza

W ubiegłym tygodniu pozwoliłem sobie na kilka słów komentarza na temat sprawy, której „zapalnikiem” miał być „kraftowy” stand GŻ w jednym z trójmiejskich marketów. Wywołało to szybką i zdecydowaną reakcję Polskiego Stowarzyszenia Browarów Regionalnych. Co więcej, następnego dnia po tym, jak pismo Zarządu PSBR obiegło wszystkie branżowe portale, a blogerzy nadali sprawie rozmach, GŻ wydała komunikat, w którym stwierdziła, że była to pomyłka, wynikająca z trudności (czy niezrozumienia) w komunikacji firmy, agencji obsługującej sieć oraz samej sieci.

Zdaniem Błażewicza: Roma locuta, causa finita… ale czy na pewno?

Przyznam, że nie spodziewałem się, że sprawa osiągnie takie obrót i skalę. Wcześniej bowiem Stowarzyszenie Rzemieslników przedstawiło na swoim facebook’u wstępny projekt zdefiniowania browaru kraftowego. Definicja ta nie wzbudziła bardzo żywiołowej dyskusji, a zdecydowana większość głosów wskazywała na jej nieprecyzyjność, czy ogólnikowość…

Dziś, gdy kurz opada i można zobaczyć, jakie są efekty tej „…burzy”, można posilić się o kilka dyskusyjnych tez:

Po pierwsze - Zdecydowanym zwycięzcą jest GŻ?! Nie buduje standów w całej sieci, a ca za tym idzie zmniejsza koszty reklamowe. Po drugie piwa grupy przez dobrych kilka dni opisywane są w kontekście najdroższej kategorii rynkowej, czyli kraftów – to zysk. Na koniec koncern wycofuje się – pokazując swoją dojrzałość i odpowiedzialność – ustępuje pola rzemieślnikom, ale wygodnie podkreśla, że Leżajsk to przecież piwo regionalne (czyli reprezentujące drugi pod względem prestiżu i bardziej reprezentatywny na rynku segment – piw regionalnych).

Po drugie - Browary rzemieślnicze – po wycofaniu się GŻ z pomysłu – straciły argument w dalszym szerokim informowaniu o tym, że za piwem kraftowym stoi pewna filozofia działania. Co więcej całe to zamieszanie spowodowało, że wobec nikłego zainteresowania definiowaniem „kraftu” przez samych przedstawicieli tego nurtu, okazuje się, że nie ma jednej spójnej i powszechnie akceptowalnej definicji browaru kraftowego.

Po trzecie - Dopóki definicja „browaru kraftowego” była ewolucyjna i tworzyła się intuicyjnie, przez sukcesywne zwiększanie wiedzy osób zainteresowanych tym nurtem piwowarstwa wszystko było ok. Gdy natomiast wywołano potrzebę zdefiniowania tego pojęcia zaczęły ujawniać się pewne niedoskonałości proponowanej definicji. Okazało się, że nie ma sztywnych ram, zdefiniowania piwnego rzemiosła, bo jest to żywy organizm, w którym ścierają się tradycja z innowacyjnością, surowce tradycyjne z najbardziej ekstrawaganckimi, a o sprawach własności, fizycznej obecności browaru można napisać całą książkę. Ujawniło to trudność budowania definicji żywego i wciąż ewoluującego zjawiska. Udowodniło, że zainteresowani miast budować, chętniej wolą krytykować. A w najbardziej zagorzałej dyskusji padło stwierdzenie, że „kraft” to pojęcie, które poza strefą organiczną (czytaną przez samych konsumentów) ma znaczenie wyłącznie marketingowe.

Po czwarte wreszcie – Nie wiem, czy uda się wypracować słowniczek polskich pojęć piwnych. Czy będziemy jeszcze w stanie zerojedynkowo wskazać, co jest koncernem, browarem regionalnym (zazwyczaj dostępnym w całym kraju), a co kraftem? Może nie powinniśmy zaprzątać tym sobie głowy i pozwolić trwać. Może z czasem uda się wypracować takie narzędzia, czy wskaźniki, które pozwolą na prawidłową klasyfikację… a nawet jeżeli się tego nie doczekamy to będziemy obserwowali ewolucje poszczególnych browarów i ich samodzielne próby określenia roli i miejsca na rynku.

Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ