Partner serwisu
Tylko u nas
09 kwietnia 2019

Zdaniem Błażewicza: Wiosenna żabka ;)

Kategoria: Zdaniem Błażewicza

Ależ to był piękny weekend… ciepły, słoneczny, zielony. U mnie w Olsztynie, aby wiosna wręcz „eksplodowała” brakuje tylko deszczu. Raz jeszcze podkreślam deszczu, a nie burzy. Pierwsza wiosenna burza już za mną, pioruny biły, tylko zamiast deszczu cięła krupa śnieżna. Na całe szczęście – jako posiadacz psa znam dwa typy pogody: dobrą i bardzo dobrą, więc burza zastała mnie przy te dobrej. Nie pisuję tu jednak o pogodzie, a o piwie, czy alkoholach… zatem.

Zdaniem Błażewicza: Wiosenna żabka ;)

Słoneczny weekend spowodował, że poza rodzinnymi spacerami zaczynają się różne sezony: na cienką bluzę, na krótki rękaw, ale przede wszystkim na lody. Właśnie rozpoczęcie tego ostatniego spowodowało, że razem córką wylądowałem w osiedlowym sklepie znanej sieci na „ż” :)

Stojąc w kolejce, aby zapłacić za kupione lody przyglądałem się bacznie na to, co dzieje się przy półce z piwami. Pierwsze spostrzeżenie było zabawne. Młody mężczyzna pakował do siatki piwa marki Heineken. Pakował je spokojnie, sumiennie, rzeczowo. W pewnym momencie jednak doznał wstrząsu. Okazało się bowiem, że trzyma w ręce bezalkoholową wersję tego piwa. Obrzydzenie na jego twarzy nie miało sobie równych. Tak koślawego grymasu nie widziałem od lat. Okazało się bowiem, że w koszyku było już kilka takich „farbowanych lisów”. Teraz z odrazą młody człowiek odkładał je na półkę, wymieniając jeden do jednego na prawilne „browce”.

Ponieważ kolejka była spora, a sytuacja interesująca podszedłem do półki zobaczyć co i jak. Niestety okazało się, że cała półka zbudowana jest w taki sposób, że głupota jest zakup pojedynczego piwa. Zakup dwóch-, trzech-, czy czterech takich samych piw powodował, że cena spadała znacznie.

Gdy starałem się zaobserwować jak mocno sieć stawia na wielosztuki dwie młode dziewczyny nauczyły mnie jeszcze jednego. Otóż jedna z nich znalazła na półce żywiecką APA. Cena jednostkowa 4,70, ale gdy kupi się dwie to już po 3,50. Zatem na każdej z nich zaoszczędza się 1,20 zł. To już wynik. Wydawało mi się, że coś jest na rzeczy, choć sam wybór młodych dziewczyn szukających piwa pijalnego o chmielowym, nowoczesnym profilu ni wydawał się dziwny. Jednak okazało się, że moje zdziwienie może być większe. Druga z amatorek piwa stwierdziła patrząc w swoją część półki, że propozycja koleżanki jest nijaka. Ona znalazła tak samo skonstruowaną promocję na porter. A jak wiadomo porter ma dwa razy więcej alkoholu… Ten argument okazał się decydujący. Panie wzięły dwa portery po 3,5 oraz paluszki w mega pace i za całość zapłacić miały 11 złotych. I to mnie dopiero zszokowało!

Dotknął mnie fakt, że tyle mówi się o piwnej rewolucji, a tu wciąż jesteśmy świadkami podejmowania decyzji zakupowych kierowanych nie smakiem, ale ceną czy relacją ceny do oferowanych wrażeń. (Mam nadzieję, że odnoszenie walorów do alkoholu było „wspólnym mianownikiem” dla obu piw, a nie powodem dla którego Panie sięgnęły po mocniejsze).

Przede wszystkim jednak zszokowało mnie takie prowadzenie sprzedaży przez sieć i poniekąd browar, które jest zupełni oderwane od kosztów, nakładów pracy itd. i stanowi jedynie elementy polityki sprzedaży i konkurowania na półce. Smutne jest to, że w reklamach mówi się tyle o rzemiośle, jakości, surowcach… a gdy udamy się do sklepu wszystko bierze w łeb. Cena może być zarówno wysoka, jak niska (czyżby to piwny kot Schrodingera?) i zupełnie nie uzależniona od ceny surowców, podatków, czy kosztów produkcji. Czy to dobrze? Moim zdaniem zupełnie nie! Dlaczego? Bo tak czy owak to my jako konsumenci za to płacimy, jak nie pieniądzem to jakością…

fot. 123rf.com/fot. ilustracyjne
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ