Tylko u nas
11 czerwca 2019

Zdaniem Błażewicza: Jak w sporcie…?

Kategoria: Zdaniem Błażewicza

Jak wielu Polaków poniedziałkowy wieczór spędziłem przed ekranem wpatrując się w futbolowy mecz biało-czerwonych.

Zdaniem Błażewicza: Jak w sporcie…?

Przyznaję, że byłem dość mocno zaskoczony, gdy po trzech pierwszych meczach – od oglądania których „bolały zęby” – w czwartym starciu zobaczyłem drużynę zaangażowaną, a przede wszystkim skuteczną. Podbudowany wynikiem i grą Orłów położyłem się spać. Rano jednak, gdy wstałem i zacząłem przeglądać prasę uświadomiłem sobie, że po kilku zaledwie godzinach trzy punkty zdobyte w dobrym stylu z Izraelem są tak samo anonimowe i tak samo ważne, jak te wyszarpane Austrii, czy Macedonii Północnej…

Z tym dziwnym piłkarskim wrażeniem zasiadłem do sprawdzania, co tam piszczy w piwowarskiej trawie. Im więcej czytałem, tym mocniejsze było moje przeświadczenie, że sytuacja na rynku piwa jest bardzo podobna do tego, jak wygląda to sporcie… Dlaczego?

Po pierwsze dlatego, że to co pierwotnie wydaje się ekscytujące z czasem staje się normą. Przeżywaliśmy ekscytację piwną rewolucją, odliczaliśmy każde nowe piwo, czy browar. Z czasem jednak nowe piwa stały się normą, a z czasem nawet szumem, w którym trudno się połapać… Doprowadziło to w końcu do stanu, że co prawda na półkach wybór piw jest ogromny, ale niestety wciąż nie wyrugowano z niego produktów, które jak „zły szeląg” wracają w nowych opakowaniach, pod nowymi nazwami, czy w zmienionej estetyce, aby tylko nabić kolejnych klientów w butelkę. Słowem bogactwo rynku dało wybór, choć równolegle dla mniej zorientowanego konsumenta stało się problemem w dokonaniu właściwego wyboru i doskonałą kryjówką dla piwnych gniotów.

Innym elementem rynku piwa, w którym widzę sportowe analogię jest fenomen piw bezalkoholowych. Oczywiście jestem ich wielkim orędownikiem i uważam, że powinny stanowić stały i znaczący element rynku. Jednak jak jest z nimi naprawdę pokaże rynkowa rzeczywistość. Z rodzimymi piłkarzami też często jest tak, że przez eliminacje przechodzą śpiewająco, ale konfrontacja z najlepszymi pokazuje wszystkie słabości. Czekam zatem na moment, gdy rynek zweryfikuje ten segment. W chwili obecnej opieramy się o wciąż niewielką bazę, a do tego eksplozja lata spowodowała ssanie sklepów, czy jednak zakończy się równie skutecznym znikaniem tych piw z półek dowiemy się za jakiś czas.

W ostatnim czasie jesteśmy też świadkami wysypu akcji crowdfundingowych, których celem jest zebranie w publicznych zbiórkach środków niezbędnych do budowy, rozwoju, czy dywersyfikowania działań browarów rzemieślniczych – słowem realizacji piwnych marzeń właścicieli. Co jednak interesujące bez względu na fakt jaki model biznesowy zakładają twórcy ofert każda z nich hamuje na poziomie 1,5 mln zł zadeklarowanych wpłat. Dla niektórych pewnie to wystarczy, niektórych zapewne zatrzyma uniemożliwiając realizację marzeń. Nie wiem tylko dlaczego w każdym wypadku poziom środków jest podobny… Może tak jak piłkarze, często nie jesteśmy się wydostać z grupy i musimy poznać swoje miejsce w szeregu. Pewne jest jednak to, że popularności crowdfundingu w browarnictwie przyglądać będę się z ciekawością.

fot. 123rf.com/fot. ilustracyjne
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
ZAMKNIJ X
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ