Tylko u nas
19 listopada 2019

Zdaniem Błażewicza: Było warto…

Kategoria: Zdaniem Błażewicza

No i moja włoska wycieczka dobiegła końca. Wróciłem do domu i staram się poukładać w głowie wszystko to, co widziałem. Wniosków płynących z wielu studyjnych wizyt w zakładach produkujących żywność mam wiele i mimo, że nie dotyczą one bezpośrednio piwa pozwolę sobie, by kilkoma z nich podzielić się z Państwem. Może kogoś to zainteresuje, a jeżeli padające nazwy produktów zamienimy na piwo okaże się, że same wnioski pozostaną prawdziwe. Zatem do dzieła…

Zdaniem Błażewicza: Było warto…

Zacznę od wyświechtanego frazesu… Włochy to kraj, w którym jedzenie pełni ważną rolę – także kulturową. Dlatego też to, co na talerzu, w kieliszku, czy filiżance jest nie tylko pisane smakiem, ale stanowi także element kultury, wyrazu przywiązania do tradycji, miejsca, czy historii. Co więcej Włochy, jako kraj który do drugiej połowy XIX stulecia stanowił zlepek niezależnych kraików, ma tę niesamowitą zdolność, by z tych regionalnych różnić czynić rzecz tak atrakcyjną, by uczynić ją atrakcją ogólnokrajową. Nie wiem, czy w Polsce uda się, by na szerszą skalę promować prawdziwe regionalne specjały. Po pierwsze nasz kraj miał o wiele bardziej skomplikowane losy i wielu pięknych zakątkach Polski obserwujemy pewien dysonans pomiędzy miejscem i ludnością to miejsce zamieszkującą. Jednak z włoskiej perspektywy widać, jak bardzo wstydzimy się naszego kulinarnego dziedzictwa. Jak wolimy ulec obcym wpływom, czy modom, a nawet uczestniczyć w „mcdonaldyzacji” kuchni zamiast pielęgnować tradycję. A naprawdę nie mamy się czego wstydzić. Ba! Mamy nawet całą gamę powodów do dumy! Apeluję zatem nie zapominajmy o tradycji, lokalnych produktach i wyrobach. Bo może okazać się, że gdy zrozumiemy, że na tym polega nasza atrakcyjność nie będziemy w stanie ani tego kontynuować, ani czerpać.

Drugą, równie ważną i równie dobrze znaną, refleksją po wizycie w Umbrii jest to miejsce, w którym kultura kulinarna jest na tak wysokim poziomie, że ludzie nie dokonują wyborów zero-jedynkowych (jedzenie wysokiej jakości, czy wysokoprzetworzony produkt), a są w stanie podjąć decyzję o wiele bardziej świadomą. Doskonale wiedzą, że najzwyczajniej opłaca się jeść produkty wysokiej jakości, bo są zdrowsze, smaczniejsze, a kontrola w czasie certyfikacji pozwala na jeszcze wyższe standardy… słowem mają w sobie całą gamę przewag!

No i na koniec to co urzeka mnie nieustannie – dyplomacja kulinarna oraz potencjał różnorodności. Tu najlepszym przykładem mogą być dojrzewające szynki… Można sobie pomyśleć, że dojrzewające szynki znane są w praktycznie każdym kraju Europy, a w krajach alpejskich, czy Hiszpanii są wręcz produktami obowiązkowymi. Może i tak, ale Włosi rozumiejąc potrzebę dbania o jakość, tradycję i smak potrafią zbudować wspólny front składający się z producentów oraz służb publicznych, którego zadaniem jest opisanie nie tylko technologii, ale także różnic pomiędzy poszczególnymi regionami… Co to daje? Otóż jadąc do Włoch mamy okazję spróbować nie tylko doskonałego prosciutto, ale spróbujemy różnych szynek – z Parmy, Nursji, czy San Daniele! I to zasługuje na podkreślenie – wspólna praca dla zachowania przewagi i uczynienia zeń argumentów w konkurencji gospodarczej!

Chwała Włochom za to i czas, by kolejny raz – tym razem w sprawie jedzenia – marsz się zaczął „z ziemi włoskiej do Polski”!

fot. 123rf.com/ zdjęcie ilustracyjne
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
ZAMKNIJ X
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ